niedziela, 14 marca 2010
Czekanie
Czekam już, zdaje mi się, 6 tygodni. Mam rację: zdaje mi się. Tak właściwie to nie wiem ile czekam, ale chyba dłużej. Niech ten śnieg się wreszcie stopi i będzie ładna pogoda. Mam potrzebę zakrzywiania czasu.
...tyle się zdarzyło przez zimę.
...tyle się zdarzyło przez zimę.
wtorek, 9 lutego 2010
Próbowałem
Próbowałem do samego końca. Nie siedem a siedemdziesiąt siedem razy.
Wolność człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się cierpienie drugiej osoby.
Nie do końca mogę spać spokojnie.
Złamany. Oddałem siebie, tylko jednej osobie. Teraz to już nie ma znaczenia. Jestem kim jestem. Jestem właśnie taki - Złamanym nikim, pozbawionym chęci do życia. Człowiekiem, który wie, że kocha.
Kiedyś się obudzę. Nie jestem tego pewien.
Czekałem na jedno słowo. Tylko jedno. Nie to.
"Czego jeszcze chcesz?"
Nie mam już siły.
Wolność człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się cierpienie drugiej osoby.
Nie do końca mogę spać spokojnie.
Złamany. Oddałem siebie, tylko jednej osobie. Teraz to już nie ma znaczenia. Jestem kim jestem. Jestem właśnie taki - Złamanym nikim, pozbawionym chęci do życia. Człowiekiem, który wie, że kocha.
Kiedyś się obudzę. Nie jestem tego pewien.
Czekałem na jedno słowo. Tylko jedno. Nie to.
"Czego jeszcze chcesz?"
Nie mam już siły.
niedziela, 7 lutego 2010
co przyniesie dzień
I'm back to reality, my own insanity.
Powróciłem. Widziałem, szczęśliwych ludzi.
Żyję już 8726 dni.
Lecąc ponad chmurami, kolejny raz, widziałem piękne niebo. Znam już ten widok ale zawsze mnie on zaskakuje.
Uspokaja. Zachód słońca kilkanaście kilometrów nad ziemią.
Bo jeśli było mi dane 1367 wspólnych wschodów i zachodów słońca to ciężko je zapomnieć, choć z pozoru wszystkie są takie same.
1367 dni by przeczytać, że nie było warto.
"Nic, naprawdę nic..."
Powróciłem. Widziałem, szczęśliwych ludzi.
Żyję już 8726 dni.
Lecąc ponad chmurami, kolejny raz, widziałem piękne niebo. Znam już ten widok ale zawsze mnie on zaskakuje.
Uspokaja. Zachód słońca kilkanaście kilometrów nad ziemią.
Bo jeśli było mi dane 1367 wspólnych wschodów i zachodów słońca to ciężko je zapomnieć, choć z pozoru wszystkie są takie same.
1367 dni by przeczytać, że nie było warto.
"Nic, naprawdę nic..."
środa, 3 lutego 2010
koniec wolności
"Jeszcze raz dzięki, że byłeś, że jesteś... na zawsze w.....
Kocham... nad wszystko.... wiem"
Wyrwali mi serce. Dałem je sobie wyrwać. Dałem się zmarnować, bo wiem ile siły kosztuje jego zregenerowanie.
Wieczór. Bazylea. Nie chcę wychodzić z domu bo to nie może się dobrze skończyć. Przelewam się tutaj.
Jeśli mówisz, że kochałaś to znaczy, że nie było warto. Przeszłość.
Znowu pusty plac, wielka dziura i ból w klatce piersiowej. Ten cholerny, wielki spokój, który pojawia się wtedy gdy już nie ma nic.
Gdy przejdę granicę strachu, zwątpienia i bólu.
Bolało kilka godzin, jeszcze trochę poboli.
Może nadal mam za mało. Za mało dobrych pomysłów, za mało namiętności, za mało marzeń, za mało zdolności do spełniania pragnień, za mało pomysłow, za mało woli by wszystko naprawić, za mało siły by wszystko ratować. Akurat jak się wszystko inne zaczęło walić. Zródło pieniędzy zaczęło wysychać a wcześniej Sztuka została żywcem pogrzebana - Jej miłość odeszła razem z nimi. Strasznie to brzmi.
Siedzę tutaj sam. Błagam o natchnienie. Nigdy nie wejdziesz do tej samej wody. Nigdy nie odtworzysz związku z drugą osobą. Szkoda. Było pięknie nawet jeśli tylko przez moment.
A teraz to już tylko niech stopnieje śnieg.
Utopię się.
W rzece adrenaliny, prędkości i wiatru. Najpewniej zapłacę za to życiem. Po co komu człowiek, któremu wyrwali serce? Jak ma żyć?
Pamiętaj: "The last rebel" i ryk silnika. O tyle proszę. "...tylko stalowymi łzami".
Kocham... nad wszystko.... wiem"
Wyrwali mi serce. Dałem je sobie wyrwać. Dałem się zmarnować, bo wiem ile siły kosztuje jego zregenerowanie.
Wieczór. Bazylea. Nie chcę wychodzić z domu bo to nie może się dobrze skończyć. Przelewam się tutaj.
Jeśli mówisz, że kochałaś to znaczy, że nie było warto. Przeszłość.
Znowu pusty plac, wielka dziura i ból w klatce piersiowej. Ten cholerny, wielki spokój, który pojawia się wtedy gdy już nie ma nic.
Gdy przejdę granicę strachu, zwątpienia i bólu.
Bolało kilka godzin, jeszcze trochę poboli.
Może nadal mam za mało. Za mało dobrych pomysłów, za mało namiętności, za mało marzeń, za mało zdolności do spełniania pragnień, za mało pomysłow, za mało woli by wszystko naprawić, za mało siły by wszystko ratować. Akurat jak się wszystko inne zaczęło walić. Zródło pieniędzy zaczęło wysychać a wcześniej Sztuka została żywcem pogrzebana - Jej miłość odeszła razem z nimi. Strasznie to brzmi.
Siedzę tutaj sam. Błagam o natchnienie. Nigdy nie wejdziesz do tej samej wody. Nigdy nie odtworzysz związku z drugą osobą. Szkoda. Było pięknie nawet jeśli tylko przez moment.
A teraz to już tylko niech stopnieje śnieg.
Utopię się.
W rzece adrenaliny, prędkości i wiatru. Najpewniej zapłacę za to życiem. Po co komu człowiek, któremu wyrwali serce? Jak ma żyć?
Pamiętaj: "The last rebel" i ryk silnika. O tyle proszę. "...tylko stalowymi łzami".
poniedziałek, 1 lutego 2010
Just a mix
I tak pojechałem do Szwajcarii, że leżę teraz w pokoju hotelowym w
Mariocie w stolicy I zastanawiam sie co dalej.
Mariocie w stolicy I zastanawiam sie co dalej.
Odpowiada mi to. Hotele, podróże. Pytanie czy pracując lepiej
podróżować czy podróżować za zyski z pracy. Dość skrajne rozwiązania.
Pobudka jutro o 6. Druga próba załapania się na pokład samolotu.
Strzelanina w telewizji. Drugie, małe piwo.
Wanna z ciepłą wodą i odprężenie dla stóp. Ponad cztery godziny na
lotnisku i nic.
Jadąc na lotnisko zastanawiałęm się jak to będzie jeździć do Warszawy
motocyklem. Tak po prostu. Myślałem o tym o ile łatwiej, myślałem o
ile niebezpieczniej.
Myślałem, że już dzisiaj będe półtora tysiąca kilometrów od swojej
codzienności. A dalej jestem tutaj. Prosty wniosek. Codzienności nie
uciekniesz - zmień swoje życie, zmienisz codzienność, nie będziesz
musiał uciekać.
Jak zwykle. Łatwo mówić.
sobota, 30 stycznia 2010
Scirocco
Udało się.
On zawsze wypełnia te dziedziny życia, które mnie unoszą na skrzydłach.
Dzisiaj wylot do Szwajcarii.
Wczoraj ciemna noc, pościelone łóżko, zgaszone światło.
Uwielbiam to uczucie. Dążyłem do niego.
Czuję jak zaczynam je rozumieć. Delikatna miękkość palców zamieniających metaliczny dźwięk w muzykę. Swoboda, tworzenie, spełnianie marzeń.
Muzyka w ciemnym pokoju przy blasku latarni.
Czuję Moc. Energię budzącą się w moim sercu. Pompuje ją w żyły, każda komórka mojego ciała zaczyna budzić się do życia.
Dziękuję.
Pamiętaj jedno: Cokolwiek postanowisz, będzie Tobie dane.
Uwielbiam marzyć.
On zawsze wypełnia te dziedziny życia, które mnie unoszą na skrzydłach.
Dzisiaj wylot do Szwajcarii.
Wczoraj ciemna noc, pościelone łóżko, zgaszone światło.
Uwielbiam to uczucie. Dążyłem do niego.
Czuję jak zaczynam je rozumieć. Delikatna miękkość palców zamieniających metaliczny dźwięk w muzykę. Swoboda, tworzenie, spełnianie marzeń.
Muzyka w ciemnym pokoju przy blasku latarni.
Czuję Moc. Energię budzącą się w moim sercu. Pompuje ją w żyły, każda komórka mojego ciała zaczyna budzić się do życia.
Dziękuję.
Pamiętaj jedno: Cokolwiek postanowisz, będzie Tobie dane.
Uwielbiam marzyć.
czwartek, 21 stycznia 2010
sobota, 16 stycznia 2010
Kamikadze
Pomieszczenie emanowało ciszą. Siedziałem na stworzonym przez siebie stołeczku w samym centrum spokoju i patrzyłem przez okno na gwiazdy.
- O tych galaktykach nikt jeszcze nawet nie wie - dźwięk wypłynął spod podłogi i uciekł przez czarny i piękny jak gwieździsta noc sufit.
- Gdzie one są? - zapytałem
- Właśnie tutaj. Tu gdzie je widzisz. W twojej głowie - Powiew wiatru przedarł się na wylot przez otwarte okna, dudniąc potężnie.
Siedziałem dalej, wypatrując gwiazd. Wszystko tak piękne i jednocześnie tak mało zrozumiałe dla mojego umysłu. Przypominając sobie moją ostatnią wizytę tutaj, przypomniałem sobie jak przyzwałem Boski Wiatr. Jechałem do domu i poczułem, że właśnie teraz potrzebuję pomocy. Spojrzałem na stojący w pobliżu stolik, z małej kryształowej fiolki unosił się zwiewny acz intensywny fioletowy kolor. "Wyżej" pomyślałem. Uniusł się wyżej."Więcej" zapragnąłem. Natychmiast otrzymałem. Zabawy z ogniem przerwał nagły rozbłysk światłości za moimi plecami. Powoli obróciłęm sie stołeczku. Dobrze wiedziałem kto stoi za moimi plecami. Ucieszyłem się.
- Witaj - aksamitny, radosny, pełen ciepła i mocy jak wschód słońca głos dobiegł do moich uszu.
Uśmiechnąłem się. Witaj.
Stał przede mną - Blask. Mój Anioł. Zdałem sobie sprawę z mojego materialistycznego podejścia, gdyż Anioł nie jest mój. Jest ze mną a to zupełnie co innego.
Blask milczał. Nie musiał nić mówić, sama jego obecność dawała ulgę i przynosiła ukojenie dla goniących myśli.
- Wezwałeś go - miękki szept otulił moje uszy.
- To prawda. Odrzekłem zdecydowanie.
-Spójrz.
Zobaczyłem siebie leżącego na kanapie w domu. Telefon w ręku. Ciągnąca się rozmowa. Oskarżenia. Wypowiadam słowa, czuję jaką agresję rodzą. Nie wiem skąd to płynie. Ale widzę, że jest słuszne. "Nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić".
Dużo myśli. Podejmuję działania. Myślę. Powoli układam wszystko w jedną całość. Zaczynam widzieć którą drogę wybrać.
- Wezwałeś. Teraz bądź jak woda, bądź jak wiatr. Bądź jak ziemia i skały, słońce i deszcz. Twoje żagle wypełni wiatr, a Twoje skrzydła odzyskają dawny blask. - i rozpłynął się z promienistym uśmiechem na rozświetlonej twarzy.
Dym z kryształowej fiolki zaczął się iskrzyć i rozjaśniać. Melancholijny fiolet upodabniał się do promieni słońca. Smuga światła zbliżyła się do mnie, zaczęła mnie otaczać. W nozdrzach poczułem cudowny zapach czystego powietrza.
Kamikadze. Boski Wiatr.
- O tych galaktykach nikt jeszcze nawet nie wie - dźwięk wypłynął spod podłogi i uciekł przez czarny i piękny jak gwieździsta noc sufit.
- Gdzie one są? - zapytałem
- Właśnie tutaj. Tu gdzie je widzisz. W twojej głowie - Powiew wiatru przedarł się na wylot przez otwarte okna, dudniąc potężnie.
Siedziałem dalej, wypatrując gwiazd. Wszystko tak piękne i jednocześnie tak mało zrozumiałe dla mojego umysłu. Przypominając sobie moją ostatnią wizytę tutaj, przypomniałem sobie jak przyzwałem Boski Wiatr. Jechałem do domu i poczułem, że właśnie teraz potrzebuję pomocy. Spojrzałem na stojący w pobliżu stolik, z małej kryształowej fiolki unosił się zwiewny acz intensywny fioletowy kolor. "Wyżej" pomyślałem. Uniusł się wyżej."Więcej" zapragnąłem. Natychmiast otrzymałem. Zabawy z ogniem przerwał nagły rozbłysk światłości za moimi plecami. Powoli obróciłęm sie stołeczku. Dobrze wiedziałem kto stoi za moimi plecami. Ucieszyłem się.
- Witaj - aksamitny, radosny, pełen ciepła i mocy jak wschód słońca głos dobiegł do moich uszu.
Uśmiechnąłem się. Witaj.
Stał przede mną - Blask. Mój Anioł. Zdałem sobie sprawę z mojego materialistycznego podejścia, gdyż Anioł nie jest mój. Jest ze mną a to zupełnie co innego.
Blask milczał. Nie musiał nić mówić, sama jego obecność dawała ulgę i przynosiła ukojenie dla goniących myśli.
- Wezwałeś go - miękki szept otulił moje uszy.
- To prawda. Odrzekłem zdecydowanie.
-Spójrz.
Zobaczyłem siebie leżącego na kanapie w domu. Telefon w ręku. Ciągnąca się rozmowa. Oskarżenia. Wypowiadam słowa, czuję jaką agresję rodzą. Nie wiem skąd to płynie. Ale widzę, że jest słuszne. "Nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić".
Dużo myśli. Podejmuję działania. Myślę. Powoli układam wszystko w jedną całość. Zaczynam widzieć którą drogę wybrać.
- Wezwałeś. Teraz bądź jak woda, bądź jak wiatr. Bądź jak ziemia i skały, słońce i deszcz. Twoje żagle wypełni wiatr, a Twoje skrzydła odzyskają dawny blask. - i rozpłynął się z promienistym uśmiechem na rozświetlonej twarzy.
Dym z kryształowej fiolki zaczął się iskrzyć i rozjaśniać. Melancholijny fiolet upodabniał się do promieni słońca. Smuga światła zbliżyła się do mnie, zaczęła mnie otaczać. W nozdrzach poczułem cudowny zapach czystego powietrza.
Kamikadze. Boski Wiatr.
Jak wiatr
"Ludzie są jak wiatr. Jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje, drudzy dmą jak wichry, więc zostają po nich serca złamane, jak jakieś drzewa po huraganie. A inni wieją jak trzeba. Tyle, żeby wszystko na czas mogło kwitnąć i owocować. I po tych zostaje piękno naszego świata..."
— Krystyna Siesicka
— Krystyna Siesicka
Subskrybuj:
Posty (Atom)