piątek, 8 kwietnia 2011

Pisanie

Ciemna noc. Blask księżyca otula swoim znikomym ciepłem twarz młodego chłopaka. Błysk w oczach. Delikatne rysy twarzy - młodość.
- Chcę przemówić - delikatny ruch ust pozwolił dźwiękom wypełnić nocną ciszę.

niedziela, 3 kwietnia 2011

Sen.

Sen. Wracasz w snach. To boli jeszcze bardziej.
Nie ma miłości. Źle dzisiaj spałem - wczoraj też.
Chcę wierzyć.

Znowu pustka.

sobota, 2 kwietnia 2011

Wczoraj i Dzisiaj

Wczoraj byłem spokojny.
Dzisiaj nie chce mi się żyć.

Za oknem piękna słoneczna pogoda. Ktoś gdzieś jest szczęśliwy, komuś pięknie układa się życie.
Staram się powstrzymać samego siebie od napisania, że chcę umrzeć. Chwilowo mi się jakoś udaje.
Samotność.
Nienawiść.
Smutek.
Żal.

Już czas założyć kask i wyruszyć. Stracone życie.

sobota, 26 marca 2011

Dźwięk.

Pora zaczynać.

Jest dzień. Źle spałem w nocy. 
Delikatnie opieram ręce na klawiaturze. Na chwilę zastygam w bezruchu. Czuję jej ciepło.

Wszystko czego się podejmujesz rób z całą swoją siłą, całą swoją pasją, całą swoją wiarą - albo wcale.

Musiałem wytrzymać dużo. Wielu musiało, nie jestem tutaj sam. 
Jaka jest cena człowieka? Tyle razy już mi ją podawano. Jaka jest moja cena i jaka jest Twoja? 
Ile kosztuje krzywda drugiej osoby a ile egocentryzm? Za ile można kupić szczerość, za ile przyjaźń? Ile kosztują słowa otuchy i w jakiej cenie jest miłość?

Chyba już wystarczy. Nie potrafiłem, nawet napisać, tego co powinienem. 

Mam tego dosyć. Nie czuję się potrzebny. Słowa... pył na wiatr, pył na wiatr. 

Pora już iść.
 

wtorek, 30 listopada 2010

Życia część dalsza - samotność w sieci

Czas. Tak dużo go mamy i zawsze nam go brakuje.

Muszę gdzieś wyjść, wydostać się z czterech ścian. Dzisiaj to ewidentnie trudniejsze niż zazwyczaj - za oknem tony śniegu. Garaż mniej lub bardziej odśnieżony - teoretycznie można jechać... tylko do kogo?

Ludzie potrzebują innych ludzi. Ja chyba jestem w tej fazie, że właściwie to potrzebuję kogokolwiek. Inaczej mówiąc prawie każde towarzystwo jest dla mnie lepsze niż pokój w którym siedzę. Trzeba dzisiaj gdzieś iść. Z celem. Konkretnie.

Zrozumienie, wsparcie. Zostałem egoistą. Teraz, patrzcie na mnie.

Swoistym egoistą, specyficznym - takim w którym budzi się jeszcze od czasu do czasu jakiś ludzki odruch. Może się zestarzałem? Możliwe ale to by znaczyło, że mamy bardzo ale to bardzo stare społeczeństwo.

No nic, są Andrzejki. Trzeba gdzieś się ruszyć, zapraszają, mają czas - mi dzisiaj towarzystwo wybitnie pasuje. Priorytety. Chciałem się umówić dzisiaj z kim innym - ale nie ma czasu... jak zwykle ostatnio.
Wiedziałem, że tak będzie. Trzy dni i wszystko wróciło do starego stanu - puste słowa, woda na młyn mojej obojętności i mojego rozwijającego się, samozachowawczego egoizmu. Wracam tam gdzie byłem - do czterech ścian swoich spraw.

Ale wiesz co? Ja bardzo szybko odlecę. Rozwinę skrzydła i zasłonię ludziom niebo by po chwili wzbić się na wyżyny swojego życia... i tam już pozostać. Realizować się, cieszyć, spełniać kolejne marzenia - być sobą i nie wracać już nigdy do czasów samotności. Tego chcę, wiesz? Coraz bardziej się do tego przekonuję, że mi życie, jak woda z górskiego potoku, umyka przez palce.

Samozachowawczy egoizm? Jest taka granica, po której przekroczeniu zaczynamy patrzeć na innych ludzi w ten dziwny sposób. Rodzi się obsesja, uwielbienie przemienia się w agresję. Miłość staje się tylko słowem. To zazwyczaj jest właśnie ten czas gdy taką osobę trzeba ratować. Wspierać, wspomagać. Ja jestem w takiej właśnie potrzebie po przekroczeniu tej cholernej granicy - muszę sobie radzić sam i właśnie to czynię zostając samozachowawczym egoistą. Oddalam się, pozostawiam to co zbudowałem, sam lub wspólnie, na zatracenie, zniszczenie. Przestaję się martwić, przestaję się dziwić, interesować... przestaję reagować. Muszę! Bo czuję, że tracę siebie, a nie można być dla nikogo jeśli nie jest się dla samego siebie. A ja właśnie się odstaję.
Dlatego powziąłem plan. Plan naprawy życia, czasu, człowieka.

Najtrudniej jest gdy jest wieczór... ciągle chcę wziąć za telefon i zadzwonić. Ciągle chcę myśleć ale to budzi tylko więcej negatywnych skojarzeń.
Kubatura pomieszczeń, blask monitora przez cały dzień. To sprawia, że zaczynam wariować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Nie pracy! Ja mam pracę! Podoba mi się.
Kontaktu: takich prostych rzeczy. Chwil uśmiechów i zapomnienia... Widzę jednak, że to nie jest możliwe bo uśmiechy są tylko przed lustrem a zapomnienie w snach.

Jak by nie było teraz zimy i śniegu łatwiej by mi to było znieść... Droga nie wybacza błędów ale pozwala zapomnieć.

Pytasz o co mi chodzi?
Przeczytaj raz jeszcze.

Nie... "to tylko w mej głowie szum"

środa, 24 listopada 2010

Eh

Praca, mieszkanie, ten sam pokój, ten sam stolik, ten sam monitor.

Kurwa.

niedziela, 24 października 2010

Pytania

Powstań! Musimy! Musicie! Ja muszę!

Ten klimat. Ta lekkość. Chcę pisać. Właściwie to bym miał strasznie ciężki czas zostając pisarzem. Za mało głodu właśnie tej weny, którą mam teraz. Codzienność przytłacza ale ja się podnoszę. Odżywam. Gdy tracę siły wsiadam na motocykl, drę asfalt i zakrzywiam czasoprzestrzeń a potem jadę do Niej. Tak zwyczajnie. Tak dla siebie, dla nas. I nie zatrzyma mnie nikt bo to idę ja, właśnie moją drogą, którą wybrałem.
Słysze głosy w mojej głowie - podpowiadają, pomagają, ostrzegają. Nie... nie głosy. Intuicję. Głosy każą albo nakazują nie dają wyjścia. A ja wyjście zawsze mam. Decyzję tak/nie... i kroczę przed siebie.

Ile warte marzenia,
Ile to, że nic się nie zmienia... ale właśnie się zmienia. Do celu, tak prosto, zwyczajnie. Spełniając marzenia, bo o co więcej chodzi w życiu skoro i tak marzymy o miłości? I każdy tak ma, każdy kto nawet myśli, że jego to nie dotyczy. Wolność - tak trudne słowo. Wolność - taka Droga. Taka Karma. Amen.

środa, 22 września 2010

Otwieram pętlę czasu

Tak!!! Właśnie tak! Otwieram czasoprzestrzeń jednym, z pozoru, drobnym ruchem nadgarstka. Krew szybciej pompowana w żyłach przesiąka adrenaliną. 200. Wczoraj, jutro. Nie! Mknę na spotkanie teraźniejszości, chwili, sekundy - kawałka życia. Jest pięknie, pomarańczowo. Graj! Rozbrzmiewaj w mojej głowie "Desperado why don't you come to your senses?". Dziwnie poukładaliśmy swoje życia. Musimy sięgać po śmierć by doświadczyć, by cieszyć się życiem. Jaki to ma sens? Nie wiem - ale to działa. Blask każdego światła potrafi przyćmić nawet najgłębszy strumień szarej rzeczywistości.
Jutro pogrzeb motocyklisty. Czy warto? Nie wiem.

sobota, 18 września 2010

Otoczymjesteśmy

No way to prevent your soulf from... what?

Jeśli. Ponieważ. Gdyż. Obchodzi mnie to tyle co i nic. Chwiejny krok, mętne słowa, puste myśli zajmujące całą uwagę. Czemu tak żyć? Oni tak żyli i żyją. Ja tak nie chcę. Hipokryzja.

sobota, 5 czerwca 2010

Tenczas

Może to jest właśnie odpowiedni moment by palce poniosły bezwolny, burzliwy strumień myśli w Przestrzeń. Samotność i Przeszłość. Dwie niezmienne stałe w moim życiu, które mnie prześladują. Niepokonani wywieszający białe flagi na progach cudzych domów. Wiraże kolorów pozamykane w pustych butelkach po sumieniu. Wypite tak dawno temu.

Myśli, kolory, obrazy, słowa. Staje się nie tym kim chciałem... porzuciłem tamtego siebie w imię... ciężko powiedzieć czego. Wypiłem piwo. Wiedziałem, że po piwie nie wsiądę na motocykl. Do tego bym się nie zmusił. Nie chciałem po nocy rozrywać ciszy i spokoju poranka. Potrzebowałem tego. Sam na siebie nałożyłem barierę.
Chodźmy... nikt nie woła, tylko cichy szept w głowie przypomina.
Trzy cyfry na liczniku. Dwa od dawna, tylko druga i trzecia się zmieniają. To uwalnia. Tak cholernie uwalnia i budzi instynkt, który nie pozwala myśleć o niczym innym. To zabija. Tak cholernie zabija. Czasami mam ochotę dać sobie ze wszystkim spokój. Spróbowałem kilku rzeczy... kiedyś było łatwiej. Im dalej w las tym ciemniej ale zabawki coraz bardziej skomplikowane i tak cholernie pociągające.
Gdyby można było iść przez życie tylko z bagażem tych doświadczeń o których się chce pamiętać. Żyło by się łatwo.
Tylko czy nie popełniało by się cały czas tych samych błędów?