środa, 27 czerwca 2007

Zycie raz kolejny

To nie tak... Nie tak, że patrzę za siebie z uśmiechem i przyjemnym wspomnieniem tego co było, a w przyszłość ze strachem. Nie tak, że uciekam od odpowiedzialności za siebie, za innych, za życie, za czas w którym się znajduję.
Rozmowa czasem może zburzyć światopogląd, starannie złożony kawałek po kawałeczku.
Jednak ja dalej uważam, że jest tak jak napisałem.

Teraz, musze tylko, sobie to udowodnić.

Jutro. Wczoraj. Dzisiaj. Tajemna mikstura długowieczności nazwana Czasem.

Czego mogę być pewny: Tego co było i o czym wiem. Tego co jest teraz. Jednym słowem, tego co się stało.

Czego pewnym być nie mogę: Tego co nadejdzie - jutra, następnej godziny, minuty, sekundy...chwili.

Jeśli kocham dzisiaj to i jutro, nawet jeśli ono nigdy nie nadejdzie. Paradoks. Cos trwające w czymś czego nie ma.

Źle ubrałem myśli w słowa tamtej nocy.

Nie mogę obiecać, że na pewno coś się stanie. Nie mogę ręczyć jutro za uczucia. Mogę ręczyć za nie dzisiaj - ale wiem, że uczucia przychodzą i mijają z zaskakującą łatwością. Chociaż nie chcę o tym myśleć właśnie teraz, gdy dały o sobie znać, muszę brać pod uwagę, że Życie cały czas pozostaje Życiem.

Zapomnieć się i oszaleć zupełnie, na punkcie drugiej osoby - z miłą chęcią. Jednak intuicja czuwa, nie pozwala wpędzić mnie w sytuację gdy muszę wybierać pomiędzy nową szansą na szczęście a złamaniem obietnicy.

Nie mogę obiecać Miłości, bo ta ma wiele oblicz. Niektóre z nich krzywdzą, a ja w imię tej Miłości, która każe dbać o drugą osobę, nie chcę Cię ranić.
Żadnych gwarancji, żadnych obietnic na jutro.
Życie bez marzeń? Nie... To życie w świetle Prawdy o Czasie.

Gdy minie wyznaczony Czas, rozwinie się jak piękny kwiat to co jest w nas, wtedy jutro stanie się realne i pewne jak dzisiaj.

Jednak nie teraz, jeszcze nie teraz, jeszcze może być różnie. Pełne bólu oblicze Miłości może jeszcze przyjść. Jeśli tak się stanie, zrozumiesz, że wszystko co zrobiłem, wszystko co mówiłem o kochaniu, jutrze, zaufaniu mówiłem by Cię ochronić przede mną...
Wiem, że to trudne.
Życie to ryzyko, Miłość to ryzyko.
Jedno co musisz zrobić to mi zaufać, że chcę dobrze.



Czy to co piszę i robię to tchórzostwo?

Robię to wszystko by nie stracić czegoś pięknego – Ty zdecyduj, czy działania dla ratowania szczęścia są tchórzostwem.

Czas, zdarzenia i cała reszta w rękach Boga.


2005-06-06 | 00:18:48 | crazy-in-paradise

Przekład muzyki

Być tam zawsze tam, gdzie Ty. Być tam teraz, z Tobą, wiem już po co są dni, słyszę muzykę, tysiące słów, bezużytecznych gdy chcę Ci powiedzieć tą jedną rzecz. Być tam, zawsze tam gdzie Ty.
Tak pięknie, gdy nie pytasz o jutro, gdy nie pytasz co będzie.
Tak pięknie.
Tak smutno, gdy płaczesz.
Tak smutno.

Tylu zabłądziło, zgubiło się w poszukiwaniu prawdziwego sensu.

I pójdę tam, gdzie na mnie czekają, gdzie pójść mam, i chcę tam iść z Tobą, bo tam jest lepiej, tam na nowo rodzą się serca. Tylko tam można znaleźć cienką nić duszy, drugiej osoby.

I nie pójdę sam.

A gdy przestanie Cię bawić to jak jest, zamiast słuchać bzdur innych ludzi, odpowiedz sobie czego pragniesz. Nie kłam, że ktoś był wszystkim, idź dalej, z podniesioną głową, zacznij śnić swoje marzenia. Bez złudzeń do mnie przyjdź, powiedz czego chcesz, bez wahania, bez namysłu, dwa słowa... dwa słowa... dwa słowa... dwa...
Jak od zawsze, jak by jutra miało nigdy nie być.

Permanentnie...

2005-05-29 | 21:51:37 | crazy-in-paradise

Czysta forma

I powiedz swoim rodzinom oddalonym o kwieciste drogi od Ciebie, że wszystko co zrobisz w lecie, przejdzie do przyszłości jako rdzawe niebo spowite błękitem przebłysku.
Idź daleko, gdzie świecą źródła krystalicznej tkaniny. A gdy dotrzesz do blasku, krzyknij w twarz bez zieleni i bez smaku, że życie to potok kolorów, myśli dzikich i zwierząt ogromnych pełne.
Gdy to wszystko zrozumiesz i pojmiesz, że szkliste dno palącej wody oglądać powinni tylko Ci którzy na parawanie życia, stracili gust i siłę latania, powiem Ci wszechświat od narodzin aż po blask.

2005-05-29 | 21:45:09 | crazy-in-paradise

Krew

Poniedziałkowy wieczór. Krew, wciąż na mych rękach.

I kim jestem, gdy zmęczone oczy patrzą w lustro... wiem, że o to kiedyś pytał, to piętno idzie za nim... i za mną, i za moim bratem...

Jak długo tak jeszcze będzie, jak długo można milczeć? Rok, dwa, dwadzieścia lat? Czy kiedyś się dowiem?

Już wiem... nie od niego, a szkoda.
Przed przeszłością nie uciekniesz.


A pewnego dnia, stanąć z Prawdą oko w oko... morderca... przepraszam.
Nie!
Nie przepraszam, czemu ja mam przepraszać?
Wolę wiedzieć i żyć z tym niż nie wiedzieć i żyć w nieświadomości.

Ich Przeszłość, przestrogą dla mojej Przyszłości...

I modlę się, żeby grzechy przodków nie odciskały piętna na linii krwi.



Na ten jeden moment, zapanował totalny chaos w mojej głowie w moim życiu.
Wiem jedno... jeśli mnie ktoś kiedyś porówna do sprawcy chaosu, powie że jestem taki sam, odejdę, patrząc za siebie... ból będzie trwał do końca życia.
To byłoby więcej niż zniewaga, to byłoby zaprzeczenie osoby, którą chcę być, może którą jestem, którą na pewno się stanę.
Zaprzeczenie zaufania.
Zaprzeczenie wiary w to, że pomimo upadków potrafię być dobrym człowiekiem.
Zaprzeczenie mnie.

Może gdy się obudzę, gdy wszystko przemyślę odcięty od emocji - uspokoję się... choć trochę.
Nigdy nie zrozumiem dlaczego tak było, nigdy się nie dowiem.

Moja Siostra - Mój Brat - nie żyje! - wystarczający powód, żeby pamiętać i tracić szacunek.

Obiecałem, że nigdy nie zadam tego pytania Tobie, który patrzysz na moje życie, doskonaląc mnie w sztuce bycia człowiekiem.
Obiecałem lecz jestem słaby, chociaż jeszcze wierzę, jeszcze mam w piersi tą iskrę, która każe pokładać wszystko w jednym słowie - Nadzieja.

Tak bardzo chcę zapytać "DLACZEGO?!" tak bardzo chcę to z siebie wykrzyczeć, tak bardzo chcę poznać odpowiedź.

I tak oto złamałem kolejną obietnicę... ile ich jeszcze zostało? Co potem?

...życie... nic mniej... nic więcej...

Uciekam w muzykę, tam znajdę Azyl, uciekam bo czuję, że muszę, bo chcę być czysty jak dziecko...

...ja też mogłem umrzeć, bo tak było by łatwiej.

2005-05-24 | 00:25:44 | crazy-in-paradise

Morze

Gdy więcej drogi za
niż przed, pozwólcie odejść
bym szczęśliwy szedł.
Bym widział góry
wzdłuż i wszerz
a w morzu uczuć
zatracił dech.
Bym wolny i wesoły
po ziemi ojców biegł.
Pamiętał was
goniąc mój jedyny
czas.
2005-05-23 | 09:49:36 | crazy-in-paradise

Capisci?

Tysięczny tłum. Jeden cel. Wzburzona krew. Rozpierająca energia.

Rock.


2005-05-19 | 00:32:54 | crazy-in-paradise

Cisza

Otwieram drzwi, widzę ciszę, karmię się nią.
Cisza wypełnia wszystko czym jest to miasto. Nie chcę iść spać, chcę pamiętać tę ciszę.
W braku dzwięku odnajduję siebie, najgłębiej w pamięci zakopane błędy z życia.
Drobnostki.
Malkontent.
Człowiek trudny do życia, trudny nie dla wszystkich...ale dla siebie zawsze.

Lekki wiatr.
Cisza.
Spokój.

Wszystko spowite delikatnym rozbłyskiem świateł latarni.
Pomarańczowy. Żółty. Granatowy.
Wszystko wydaje się takie inne...świat zupełnie inny, zatrzymany w miejscu.
Spokojnie przemierzam przestrzeń oceanu Czasu.
Nie ma jutra. Nie ma wczoraj. Jest tylko Dzisiaj - Teraz.
A Ty, tak daleko...

Brak Snu.
Nie potrzebuję go.
Brak snu.
Na sen znajdę jeszcze czas.
Brak snu.
Brak Ciebie.

Noc.
2005-05-18 | 00:40:56 | crazy-in-paradise

Jeszcze nie ma

Tak dawno nie płakałem, d a E G
Dzisiaj niebo wtóruje mym łzom, d d d | E G
Dawno temu, obiecałem, d a C G
Płakać tylko, D E
stalowymi łzami. E a

2005-05-17 | 19:41:28 | crazy-in-paradise

Rutyna

Kiedyś było inaczej, kiedyś szczyt marzeń, nie sięgał podnóża góry zwanej "jutro".
Pieniądze w życiu. Pieniądze są potrzebne. Jak daleko pójdziesz dla nich? Ile poświęcisz? ...i ile stracisz?
Nie są najważniejsze. Najważniejsze to gdy kładziesz się spać móc powiedzieć, że tego dnia wszystko było tak jak być miało, że jestem szczęśliwy nawet jeśli ułożyło się nie po mojej myśli. Żadna sztuka powiedzieć coś takiego... sztuka to móc to powiedzieć szczerze. Do tego potrzeba by faktycznie tak było, potrzeba optymizmu gdy wstajesz rano, wmówienia sobie, że to będzie piękny, dobry dzień. "Myślami tworzymy świat&" (Budda). Czasem trzeba powiedzieć : "zobaczymy co przyniesie ten dzień" - ale można tak zrobić tylko gdy wyczerpie się wszystkie pokłady optymizmu, chęci do działania. Gdy utraci się wszystko to co pozwala spełniać marzenia.

Widziałem, zapalone światła w oknach mieszkań, tuż przed tym gdy wszyscy idą spać. Ludzie jedzący kolację w małej kuchni, tysiące głuchych lamp, zapalonych każda w jednej z betonowych klatek. Czy oni są szczęśliwi tak jak żyją? Jestem egoistą, gdy chcę oceniać ich życie. Jestem też człowiekiem, mogę mieć swoje zdanie.
Wstać, pójść do pracy, wrócić, zjeść, potem piwo, telewizja albo inna czynność dla zabicia czasu, spać. Tak każdego dnia, dzień w dzień. Słowa rzucane w pustkę, umysłu równie przytępionego co pozbawionego nadziei. Tak, czuję się lepszy. Tak, myślę, że wiem coś czego oni nie wiedzą.

Rutyna zabija powoli. Nie daje, żadnych oznak. Zarażony jest pewien, że wszystko jest pod kontrolą... tylko czasem nie chce mu się nawet wykonać najprostszej czynności, bo przecież to nie ważne. Dlatego, nie wyłączy telewizora, nie zmyje naczyń, nie zamknie drzwi za sobą. Tak wpędza się w Rutynę, zapominając o drobnostkach. Powoli, sumiennie i stale pełznie ku staniu się bardziej warzywem niż człowiekiem. Potem ławka przed domem, browar i długie rozmowy ze współzakarzonymi, o tym jak jest źle i ile trzeba zmienić. Całonocne snucie planów na przyszłość, która i tak się nie zmieni, bo jest cała opanowana przez Rutynę. Tłumaczenie sobie, że trzeba coś zrobić ale jeszcze nie teraz, jest jeszcze czas, nie dziś to jutro... kłamstwo... nie ma czasu... nie ma jutra...

Ile Rutyny jest w moim życiu? Myślę, że nie istnieje w mojej codzienności - i to jest podstawa by sądzić, że też jestem Rutyną zarażony.

Nie da się uciec - Da się zwyciężyć.

Idę spać szczęśliwy.

2005-05-16 | 23:25:17 | crazy-in-paradise

Strach

Boję się, że to co jest - odejdzie. Nie boję się o siebie, boję się, że stracę Ciebie. Chociaż zachowuję się nie tak jak powinienem, chociaż robię błędy, odbiegam od wizji osoby jaką zawsze chciałem być to jednak nie mogę spać po nocach, nie mogę żyć swym dawnym życiem. W blasku Słońca słyszę szept, że nie warto, że to wcale nie Miłość...

Czemu znowu chcesz mi zniszczyć życie? Czemu znowu chcesz, wzbudzić we mnie lęk? Czemu znowu chcesz bym stracił wiarę i przestał iść dalej z każdym dniem a zaczął czekać tylko na to co mi inni dadzą?!
Demony przeszłości!
Już nie należycie do mojego świata!
Teraz biorę swoje życie, w swoje własne ręce, i na nic twoje błahe podszepty mój Cieniu. Cieniu, który czołgasz się za mną, w prochu i w pyle, wszędzie gdzie pójdę.
Jak wąż zostawiasz za sobą jadowite ślady zębów na mym sumieniu.
Cieniu bez marzeń, bez wiary, bez nadziei.
Cieniu bez Miłości.
Chowasz się teraz, boisz się, bo wiesz, jak silną mam broń.
Oto, roztrzaskane ograniczenia!
Oto, Człowiek bez Cienia!
Oto, zwycięzca i pokonany!
Oto, ja, zwycięzca Życia!
Oto, Cień, pokonany przez Miłość!

Przegrałeś Cieniu, wiedziałeś, że przegrasz ale mimo to plułeś w księgę mojego Życia. Nadszedł Twój czas, odejdź jak najdalej, nie wracaj, przepadnij w męczarniach swej samotności, którą z obłudy i zawiści na mnie chciałeś przelać.

Oto, Koniec.
Oto, Nowy Początek.
Oto, Nowy JA.


Zapytasz, kim był Cień?
Cień był dla mnie strachem przed Życiem, przed marzeniami, przed odpowiedzialnością, przed lojalnością, przed zachwytem, przed samodzielnością, przed codziennością i najważniejsze – przed Miłością. Walczyłem z nim. Wygrałem. Został pokonany.

Już się nie boję. Nawet jeśli nie damy rady, nawet jeśli rozszarpie nas wątpliwość, wiem jedno: Warto było. Warto jest. Warto będzie.

2005-05-15 | 10:59:39 | crazy-in-paradise