środa, 3 lutego 2010
koniec wolności
"Jeszcze raz dzięki, że byłeś, że jesteś... na zawsze w.....
Kocham... nad wszystko.... wiem"
Wyrwali mi serce. Dałem je sobie wyrwać. Dałem się zmarnować, bo wiem ile siły kosztuje jego zregenerowanie.
Wieczór. Bazylea. Nie chcę wychodzić z domu bo to nie może się dobrze skończyć. Przelewam się tutaj.
Jeśli mówisz, że kochałaś to znaczy, że nie było warto. Przeszłość.
Znowu pusty plac, wielka dziura i ból w klatce piersiowej. Ten cholerny, wielki spokój, który pojawia się wtedy gdy już nie ma nic.
Gdy przejdę granicę strachu, zwątpienia i bólu.
Bolało kilka godzin, jeszcze trochę poboli.
Może nadal mam za mało. Za mało dobrych pomysłów, za mało namiętności, za mało marzeń, za mało zdolności do spełniania pragnień, za mało pomysłow, za mało woli by wszystko naprawić, za mało siły by wszystko ratować. Akurat jak się wszystko inne zaczęło walić. Zródło pieniędzy zaczęło wysychać a wcześniej Sztuka została żywcem pogrzebana - Jej miłość odeszła razem z nimi. Strasznie to brzmi.
Siedzę tutaj sam. Błagam o natchnienie. Nigdy nie wejdziesz do tej samej wody. Nigdy nie odtworzysz związku z drugą osobą. Szkoda. Było pięknie nawet jeśli tylko przez moment.
A teraz to już tylko niech stopnieje śnieg.
Utopię się.
W rzece adrenaliny, prędkości i wiatru. Najpewniej zapłacę za to życiem. Po co komu człowiek, któremu wyrwali serce? Jak ma żyć?
Pamiętaj: "The last rebel" i ryk silnika. O tyle proszę. "...tylko stalowymi łzami".
Kocham... nad wszystko.... wiem"
Wyrwali mi serce. Dałem je sobie wyrwać. Dałem się zmarnować, bo wiem ile siły kosztuje jego zregenerowanie.
Wieczór. Bazylea. Nie chcę wychodzić z domu bo to nie może się dobrze skończyć. Przelewam się tutaj.
Jeśli mówisz, że kochałaś to znaczy, że nie było warto. Przeszłość.
Znowu pusty plac, wielka dziura i ból w klatce piersiowej. Ten cholerny, wielki spokój, który pojawia się wtedy gdy już nie ma nic.
Gdy przejdę granicę strachu, zwątpienia i bólu.
Bolało kilka godzin, jeszcze trochę poboli.
Może nadal mam za mało. Za mało dobrych pomysłów, za mało namiętności, za mało marzeń, za mało zdolności do spełniania pragnień, za mało pomysłow, za mało woli by wszystko naprawić, za mało siły by wszystko ratować. Akurat jak się wszystko inne zaczęło walić. Zródło pieniędzy zaczęło wysychać a wcześniej Sztuka została żywcem pogrzebana - Jej miłość odeszła razem z nimi. Strasznie to brzmi.
Siedzę tutaj sam. Błagam o natchnienie. Nigdy nie wejdziesz do tej samej wody. Nigdy nie odtworzysz związku z drugą osobą. Szkoda. Było pięknie nawet jeśli tylko przez moment.
A teraz to już tylko niech stopnieje śnieg.
Utopię się.
W rzece adrenaliny, prędkości i wiatru. Najpewniej zapłacę za to życiem. Po co komu człowiek, któremu wyrwali serce? Jak ma żyć?
Pamiętaj: "The last rebel" i ryk silnika. O tyle proszę. "...tylko stalowymi łzami".
poniedziałek, 1 lutego 2010
Just a mix
I tak pojechałem do Szwajcarii, że leżę teraz w pokoju hotelowym w
Mariocie w stolicy I zastanawiam sie co dalej.
Mariocie w stolicy I zastanawiam sie co dalej.
Odpowiada mi to. Hotele, podróże. Pytanie czy pracując lepiej
podróżować czy podróżować za zyski z pracy. Dość skrajne rozwiązania.
Pobudka jutro o 6. Druga próba załapania się na pokład samolotu.
Strzelanina w telewizji. Drugie, małe piwo.
Wanna z ciepłą wodą i odprężenie dla stóp. Ponad cztery godziny na
lotnisku i nic.
Jadąc na lotnisko zastanawiałęm się jak to będzie jeździć do Warszawy
motocyklem. Tak po prostu. Myślałem o tym o ile łatwiej, myślałem o
ile niebezpieczniej.
Myślałem, że już dzisiaj będe półtora tysiąca kilometrów od swojej
codzienności. A dalej jestem tutaj. Prosty wniosek. Codzienności nie
uciekniesz - zmień swoje życie, zmienisz codzienność, nie będziesz
musiał uciekać.
Jak zwykle. Łatwo mówić.
sobota, 30 stycznia 2010
Scirocco
Udało się.
On zawsze wypełnia te dziedziny życia, które mnie unoszą na skrzydłach.
Dzisiaj wylot do Szwajcarii.
Wczoraj ciemna noc, pościelone łóżko, zgaszone światło.
Uwielbiam to uczucie. Dążyłem do niego.
Czuję jak zaczynam je rozumieć. Delikatna miękkość palców zamieniających metaliczny dźwięk w muzykę. Swoboda, tworzenie, spełnianie marzeń.
Muzyka w ciemnym pokoju przy blasku latarni.
Czuję Moc. Energię budzącą się w moim sercu. Pompuje ją w żyły, każda komórka mojego ciała zaczyna budzić się do życia.
Dziękuję.
Pamiętaj jedno: Cokolwiek postanowisz, będzie Tobie dane.
Uwielbiam marzyć.
On zawsze wypełnia te dziedziny życia, które mnie unoszą na skrzydłach.
Dzisiaj wylot do Szwajcarii.
Wczoraj ciemna noc, pościelone łóżko, zgaszone światło.
Uwielbiam to uczucie. Dążyłem do niego.
Czuję jak zaczynam je rozumieć. Delikatna miękkość palców zamieniających metaliczny dźwięk w muzykę. Swoboda, tworzenie, spełnianie marzeń.
Muzyka w ciemnym pokoju przy blasku latarni.
Czuję Moc. Energię budzącą się w moim sercu. Pompuje ją w żyły, każda komórka mojego ciała zaczyna budzić się do życia.
Dziękuję.
Pamiętaj jedno: Cokolwiek postanowisz, będzie Tobie dane.
Uwielbiam marzyć.
czwartek, 21 stycznia 2010
sobota, 16 stycznia 2010
Kamikadze
Pomieszczenie emanowało ciszą. Siedziałem na stworzonym przez siebie stołeczku w samym centrum spokoju i patrzyłem przez okno na gwiazdy.
- O tych galaktykach nikt jeszcze nawet nie wie - dźwięk wypłynął spod podłogi i uciekł przez czarny i piękny jak gwieździsta noc sufit.
- Gdzie one są? - zapytałem
- Właśnie tutaj. Tu gdzie je widzisz. W twojej głowie - Powiew wiatru przedarł się na wylot przez otwarte okna, dudniąc potężnie.
Siedziałem dalej, wypatrując gwiazd. Wszystko tak piękne i jednocześnie tak mało zrozumiałe dla mojego umysłu. Przypominając sobie moją ostatnią wizytę tutaj, przypomniałem sobie jak przyzwałem Boski Wiatr. Jechałem do domu i poczułem, że właśnie teraz potrzebuję pomocy. Spojrzałem na stojący w pobliżu stolik, z małej kryształowej fiolki unosił się zwiewny acz intensywny fioletowy kolor. "Wyżej" pomyślałem. Uniusł się wyżej."Więcej" zapragnąłem. Natychmiast otrzymałem. Zabawy z ogniem przerwał nagły rozbłysk światłości za moimi plecami. Powoli obróciłęm sie stołeczku. Dobrze wiedziałem kto stoi za moimi plecami. Ucieszyłem się.
- Witaj - aksamitny, radosny, pełen ciepła i mocy jak wschód słońca głos dobiegł do moich uszu.
Uśmiechnąłem się. Witaj.
Stał przede mną - Blask. Mój Anioł. Zdałem sobie sprawę z mojego materialistycznego podejścia, gdyż Anioł nie jest mój. Jest ze mną a to zupełnie co innego.
Blask milczał. Nie musiał nić mówić, sama jego obecność dawała ulgę i przynosiła ukojenie dla goniących myśli.
- Wezwałeś go - miękki szept otulił moje uszy.
- To prawda. Odrzekłem zdecydowanie.
-Spójrz.
Zobaczyłem siebie leżącego na kanapie w domu. Telefon w ręku. Ciągnąca się rozmowa. Oskarżenia. Wypowiadam słowa, czuję jaką agresję rodzą. Nie wiem skąd to płynie. Ale widzę, że jest słuszne. "Nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić".
Dużo myśli. Podejmuję działania. Myślę. Powoli układam wszystko w jedną całość. Zaczynam widzieć którą drogę wybrać.
- Wezwałeś. Teraz bądź jak woda, bądź jak wiatr. Bądź jak ziemia i skały, słońce i deszcz. Twoje żagle wypełni wiatr, a Twoje skrzydła odzyskają dawny blask. - i rozpłynął się z promienistym uśmiechem na rozświetlonej twarzy.
Dym z kryształowej fiolki zaczął się iskrzyć i rozjaśniać. Melancholijny fiolet upodabniał się do promieni słońca. Smuga światła zbliżyła się do mnie, zaczęła mnie otaczać. W nozdrzach poczułem cudowny zapach czystego powietrza.
Kamikadze. Boski Wiatr.
- O tych galaktykach nikt jeszcze nawet nie wie - dźwięk wypłynął spod podłogi i uciekł przez czarny i piękny jak gwieździsta noc sufit.
- Gdzie one są? - zapytałem
- Właśnie tutaj. Tu gdzie je widzisz. W twojej głowie - Powiew wiatru przedarł się na wylot przez otwarte okna, dudniąc potężnie.
Siedziałem dalej, wypatrując gwiazd. Wszystko tak piękne i jednocześnie tak mało zrozumiałe dla mojego umysłu. Przypominając sobie moją ostatnią wizytę tutaj, przypomniałem sobie jak przyzwałem Boski Wiatr. Jechałem do domu i poczułem, że właśnie teraz potrzebuję pomocy. Spojrzałem na stojący w pobliżu stolik, z małej kryształowej fiolki unosił się zwiewny acz intensywny fioletowy kolor. "Wyżej" pomyślałem. Uniusł się wyżej."Więcej" zapragnąłem. Natychmiast otrzymałem. Zabawy z ogniem przerwał nagły rozbłysk światłości za moimi plecami. Powoli obróciłęm sie stołeczku. Dobrze wiedziałem kto stoi za moimi plecami. Ucieszyłem się.
- Witaj - aksamitny, radosny, pełen ciepła i mocy jak wschód słońca głos dobiegł do moich uszu.
Uśmiechnąłem się. Witaj.
Stał przede mną - Blask. Mój Anioł. Zdałem sobie sprawę z mojego materialistycznego podejścia, gdyż Anioł nie jest mój. Jest ze mną a to zupełnie co innego.
Blask milczał. Nie musiał nić mówić, sama jego obecność dawała ulgę i przynosiła ukojenie dla goniących myśli.
- Wezwałeś go - miękki szept otulił moje uszy.
- To prawda. Odrzekłem zdecydowanie.
-Spójrz.
Zobaczyłem siebie leżącego na kanapie w domu. Telefon w ręku. Ciągnąca się rozmowa. Oskarżenia. Wypowiadam słowa, czuję jaką agresję rodzą. Nie wiem skąd to płynie. Ale widzę, że jest słuszne. "Nie troszczcie się, jak i co macie mówić; albowiem będzie wam dane w tej godzinie, co macie mówić".
Dużo myśli. Podejmuję działania. Myślę. Powoli układam wszystko w jedną całość. Zaczynam widzieć którą drogę wybrać.
- Wezwałeś. Teraz bądź jak woda, bądź jak wiatr. Bądź jak ziemia i skały, słońce i deszcz. Twoje żagle wypełni wiatr, a Twoje skrzydła odzyskają dawny blask. - i rozpłynął się z promienistym uśmiechem na rozświetlonej twarzy.
Dym z kryształowej fiolki zaczął się iskrzyć i rozjaśniać. Melancholijny fiolet upodabniał się do promieni słońca. Smuga światła zbliżyła się do mnie, zaczęła mnie otaczać. W nozdrzach poczułem cudowny zapach czystego powietrza.
Kamikadze. Boski Wiatr.
Jak wiatr
"Ludzie są jak wiatr. Jedni lekko przelecą przez życie i nic po nich nie zostaje, drudzy dmą jak wichry, więc zostają po nich serca złamane, jak jakieś drzewa po huraganie. A inni wieją jak trzeba. Tyle, żeby wszystko na czas mogło kwitnąć i owocować. I po tych zostaje piękno naszego świata..."
— Krystyna Siesicka
— Krystyna Siesicka
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Valkyrie
Pora zaczynać.
Ręką odnalazł klamkę. Nacisnął i delikatnie pchnął drzwi. Skrzypienie podrdzewiałych zawiasów trwało tylko moment. Jego oczom ukazało się bardzo słabo lecz ciepło oświetlone pomieszczenie. Światła padały na ściany od dołu, lekka czerwień przy podłodze przechodziła w pomarańcz by u szczytu ściany stać się nieprzeniknioną czernią. Pod ścianami poustawiane były stoły. Pomimo małej ilości światła i tak wyglądały na bardzo stare, drewno miało brudny, ciemny kolor. Blaty było widać na całej długości pomieszczenia, z każdej strony. Nawet jeden nie był wolny. Na każdym stały jakieś finezyjne kształty tylko z pozoru przypominające coś konkretnego. Stara maszyna do pisania, jakieś fiolki, zlewki, rurki, rożne rodzaje kluczy. Na ścianach obrazy i cztery okna z drewnianymi okiennicami, po jednej sztuce na każdej ze ścian. Za oknami gwiazdy. W miejscu sufitu przestrzeń i czerń.
Przybyłem. Jestem gotowy. - Specyfika tego miejsca pozwalała głosowi rozchodzić się w przestrzeni lub zamieniać nawet krzyk w cichy szept. Wszystko było tutaj względne i zależne od woli.
Jedna ze ścian się wydłużyła i na zwolnionym miejscu pojawiły się drzwi.
- Witaj, dawno cię tutaj nie było. Wiesz jaki jest mój obowiązek.
- Wiem.
- Dlatego też, pytam. Czy jesteś gotowy?
- Jestem.
- Zaczynajmy więc.
Przez świeżo powstałe drzwi wszedł mężczyzna w skórzanym płaszczu. Ciężkie buty stukały o podłogę. Niskim głosem powiedział:
- Miło cię znów tutaj widzieć. Zawsze dobrze jest wrócić do domu. Nawet gdy nie bardzo się wie dlaczego. Anioł powiedział mi, że Twoje życie się zmienia. Nie jest to nic nowego bo wszystko się zmienia, jednak podobno te zmiany burzą twój spokój.
-Sam wiesz jak to bywa w życiu – odpowiedziałem.
-Pamiętasz kim jestem? - zapytał przybysz.
-Byłeś częścią mnie. Mniemam, że to nie uległo zmianie. Ty jednak znacznie się zmieniłeś.
-Takim mnie stworzyłeś – odparł z uśmiechem unosząc jeden kącik ust.
-Pamiętałem cię jako przystojnego, dobrze zbudowanego faceta w golfie pod szyją. - Starałem się okazać sympatię.
-Jak widzisz tylko golf się zmienił – Jego twarz rozpromieniała.
-To brzmi trochę dziwnie, nie uważasz?
-Ja jestem tylko i aż tobą. Twoją imaginacją samego siebie. Częścią Ying i Yang, jedną z wielu składowych twojego Ki. Twojej Ścieżki Życia. Przejdźmy do konkretów, gdyż widzę, że tracisz koncentrację. Co cię trapi?
-Moje związki z ludźmi – odparłem szybko.
-Urodziłeś się jako jedna z tych osób, które nawiązują znajomości na całe życie. Dlatego też krótkie, przelotne znajomości nie są Twoją domeną. Nie zrealizujesz się w nich łatwo. Chyba, że taka będzie twoja wola. Pamiętaj jednak, że wszystko budzi reakcję i odzew wszechświata. Coś zyskasz ale może, acz nie musisz, coś stracić. Takie prawa.
-Nie umiem usiąść z pierwszą lepszą osobą i rozmawiać o pierwszej lepszej rzeczy. Znaczy umiem ale tylko przez moment a potem wszystko wraca do ciszy.
Starałem się uporządkować wszystkie myśli ale nie było to łatwe. Pomieszczenie w którym się znajdowałem dawało mi uczucie ciepła i schronienia, bezpieczeństwa i spokoju. Czułem jak wraca mi chęć do życia. Jak moje baterie się ładują. Po chwili znów podjąłem temat.
-Prosiłem kiedyś o osobę, która będzie szła razem ze mną na spotkanie przygód.
-Wszystkie twoje prośby zostaną spełnione jeśli Bóg tak zechce. A patrzy na Ciebie łaskawie bo chcesz zrozumieć.
Dźwięk tych słów pulsował w mojej głowie głębokim basem. Miłe uczucie. Mężczyzna kontynuował:
-Pamiętaj, że ja jestem twoją Odwagą, Siłą, Wytrwałością jestem też Agresją i Złością. To właśnie ze mną krzyczysz gdy słyszysz huk silnika i zakrzywiasz czasoprzestrzeń otaczającego cię świata, gdy wstrzymujesz czas. Popatrz tam! - Ściana rozsunęła się i pojawiły się szerokie stalowe drzwi. Skinieniem ręki podniósł wrota do góry. Otworzył je. - To jest Twoje marzenie! - W odsłoniętym pomieszczeniu stał olbrzymi, lśniący chromem czarny krążownik na dwóch kółkach. - Valkyrie. Będzie twoja. Jeszcze nie teraz, ale obiecuję, że nie będziesz czekał tak długo jak na swój pierwszy sen. Wróćmy do tematu bo widzę, że znów mnie opuszczasz.
Istotnie czułem jak bym się rozpływał. Wszystko stawało się mgłą. Skoncentrowałem się na jego głosie i wróciłem do pomieszczenia.
- O jesteś – uśmiechnął się – Muszę przyznać, że nie dziwię się Twojej reakcji w ostatnich dniach. Anioł powiedział mi bym z tobą porozmawiał i ukoił twój niepokój.
-Masz cudowny głos. Wiesz? - Naprawdę byłem nim oczarowany.
-Takim mnie stworzyłeś. Chodź! Opowiem ci życie od świtu aż po blask! Wybory dokonane przez Ciebie sprawiły, że jest w tobie dużo z samotnika. Innymi słowy nie jesteś duszą towarzystwa, ale czuję, że bardzo byś chciał. Pamiętasz o co prosiłeś w szkole podstawowej?
Skinąłem głową, a on mówił dalej:
-Sami tworzymy swoją naturę jednak ciężko jest zmienić swoją osobowość w jednej chwili. Kochałeś ją, wiem o tym. Mówiłeś, że to magia cały ten koncert, noc, ludzie, muzyka. Tak bardzo starałeś się dopasować do niej, że wyszło zupełnie inaczej. W każdym momencie życia pamiętaj gdzie jest twoje miejsce – a jest ono tam gdzie chcesz być. Nie dziwie ci się, że nie lubisz być sam. Ciebie olewają to i ty olewaj. Walcz. Ja jestem twoim odzwierciedleniem walki. Wojownikiem, który krwawi i zabija dalej. Pamiętaj jednak o innych częściach składowych siebie. Pamiętasz tę blondynkę z którą ostatnio tutaj byłem? Ona jest Opiekunem, Namiętnością, Ukojeniem Ran. Ale się boi. Nie ma odwagi i potrzebuje mnie. A tym samym ty nas potrzebujesz. Bo ze mną ani z nią osobno nie będziesz mógł żyć spełniony. Twój Anioł. On jest Miłością i Przebaczeniem, tą wyższą formą Mądrości. On wskazuje Ci drogę. Patrz na niego często – Mężczyzna zwrócił niebieską głębię swoich oczu w moim kierunku - bo zabłądzisz!
I na koniec pamiętaj: Gdy sobie nie radzisz, chciej by się udało. Gdy nie masz w sobie dość siły lub umiejętności zwiąż się z wartościową osobą, która Ci pomoże. Jeśli ta osoba cię zawiedzie. Nie słuchaj mnie! Słuchaj wtedy Anioła.
- Dziękuję
Mężczyzna uśmiechnął się a ja...
Obudziłem się.
Ręką odnalazł klamkę. Nacisnął i delikatnie pchnął drzwi. Skrzypienie podrdzewiałych zawiasów trwało tylko moment. Jego oczom ukazało się bardzo słabo lecz ciepło oświetlone pomieszczenie. Światła padały na ściany od dołu, lekka czerwień przy podłodze przechodziła w pomarańcz by u szczytu ściany stać się nieprzeniknioną czernią. Pod ścianami poustawiane były stoły. Pomimo małej ilości światła i tak wyglądały na bardzo stare, drewno miało brudny, ciemny kolor. Blaty było widać na całej długości pomieszczenia, z każdej strony. Nawet jeden nie był wolny. Na każdym stały jakieś finezyjne kształty tylko z pozoru przypominające coś konkretnego. Stara maszyna do pisania, jakieś fiolki, zlewki, rurki, rożne rodzaje kluczy. Na ścianach obrazy i cztery okna z drewnianymi okiennicami, po jednej sztuce na każdej ze ścian. Za oknami gwiazdy. W miejscu sufitu przestrzeń i czerń.
Przybyłem. Jestem gotowy. - Specyfika tego miejsca pozwalała głosowi rozchodzić się w przestrzeni lub zamieniać nawet krzyk w cichy szept. Wszystko było tutaj względne i zależne od woli.
Jedna ze ścian się wydłużyła i na zwolnionym miejscu pojawiły się drzwi.
- Witaj, dawno cię tutaj nie było. Wiesz jaki jest mój obowiązek.
- Wiem.
- Dlatego też, pytam. Czy jesteś gotowy?
- Jestem.
- Zaczynajmy więc.
Przez świeżo powstałe drzwi wszedł mężczyzna w skórzanym płaszczu. Ciężkie buty stukały o podłogę. Niskim głosem powiedział:
- Miło cię znów tutaj widzieć. Zawsze dobrze jest wrócić do domu. Nawet gdy nie bardzo się wie dlaczego. Anioł powiedział mi, że Twoje życie się zmienia. Nie jest to nic nowego bo wszystko się zmienia, jednak podobno te zmiany burzą twój spokój.
-Sam wiesz jak to bywa w życiu – odpowiedziałem.
-Pamiętasz kim jestem? - zapytał przybysz.
-Byłeś częścią mnie. Mniemam, że to nie uległo zmianie. Ty jednak znacznie się zmieniłeś.
-Takim mnie stworzyłeś – odparł z uśmiechem unosząc jeden kącik ust.
-Pamiętałem cię jako przystojnego, dobrze zbudowanego faceta w golfie pod szyją. - Starałem się okazać sympatię.
-Jak widzisz tylko golf się zmienił – Jego twarz rozpromieniała.
-To brzmi trochę dziwnie, nie uważasz?
-Ja jestem tylko i aż tobą. Twoją imaginacją samego siebie. Częścią Ying i Yang, jedną z wielu składowych twojego Ki. Twojej Ścieżki Życia. Przejdźmy do konkretów, gdyż widzę, że tracisz koncentrację. Co cię trapi?
-Moje związki z ludźmi – odparłem szybko.
-Urodziłeś się jako jedna z tych osób, które nawiązują znajomości na całe życie. Dlatego też krótkie, przelotne znajomości nie są Twoją domeną. Nie zrealizujesz się w nich łatwo. Chyba, że taka będzie twoja wola. Pamiętaj jednak, że wszystko budzi reakcję i odzew wszechświata. Coś zyskasz ale może, acz nie musisz, coś stracić. Takie prawa.
-Nie umiem usiąść z pierwszą lepszą osobą i rozmawiać o pierwszej lepszej rzeczy. Znaczy umiem ale tylko przez moment a potem wszystko wraca do ciszy.
Starałem się uporządkować wszystkie myśli ale nie było to łatwe. Pomieszczenie w którym się znajdowałem dawało mi uczucie ciepła i schronienia, bezpieczeństwa i spokoju. Czułem jak wraca mi chęć do życia. Jak moje baterie się ładują. Po chwili znów podjąłem temat.
-Prosiłem kiedyś o osobę, która będzie szła razem ze mną na spotkanie przygód.
-Wszystkie twoje prośby zostaną spełnione jeśli Bóg tak zechce. A patrzy na Ciebie łaskawie bo chcesz zrozumieć.
Dźwięk tych słów pulsował w mojej głowie głębokim basem. Miłe uczucie. Mężczyzna kontynuował:
-Pamiętaj, że ja jestem twoją Odwagą, Siłą, Wytrwałością jestem też Agresją i Złością. To właśnie ze mną krzyczysz gdy słyszysz huk silnika i zakrzywiasz czasoprzestrzeń otaczającego cię świata, gdy wstrzymujesz czas. Popatrz tam! - Ściana rozsunęła się i pojawiły się szerokie stalowe drzwi. Skinieniem ręki podniósł wrota do góry. Otworzył je. - To jest Twoje marzenie! - W odsłoniętym pomieszczeniu stał olbrzymi, lśniący chromem czarny krążownik na dwóch kółkach. - Valkyrie. Będzie twoja. Jeszcze nie teraz, ale obiecuję, że nie będziesz czekał tak długo jak na swój pierwszy sen. Wróćmy do tematu bo widzę, że znów mnie opuszczasz.
Istotnie czułem jak bym się rozpływał. Wszystko stawało się mgłą. Skoncentrowałem się na jego głosie i wróciłem do pomieszczenia.
- O jesteś – uśmiechnął się – Muszę przyznać, że nie dziwię się Twojej reakcji w ostatnich dniach. Anioł powiedział mi bym z tobą porozmawiał i ukoił twój niepokój.
-Masz cudowny głos. Wiesz? - Naprawdę byłem nim oczarowany.
-Takim mnie stworzyłeś. Chodź! Opowiem ci życie od świtu aż po blask! Wybory dokonane przez Ciebie sprawiły, że jest w tobie dużo z samotnika. Innymi słowy nie jesteś duszą towarzystwa, ale czuję, że bardzo byś chciał. Pamiętasz o co prosiłeś w szkole podstawowej?
Skinąłem głową, a on mówił dalej:
-Sami tworzymy swoją naturę jednak ciężko jest zmienić swoją osobowość w jednej chwili. Kochałeś ją, wiem o tym. Mówiłeś, że to magia cały ten koncert, noc, ludzie, muzyka. Tak bardzo starałeś się dopasować do niej, że wyszło zupełnie inaczej. W każdym momencie życia pamiętaj gdzie jest twoje miejsce – a jest ono tam gdzie chcesz być. Nie dziwie ci się, że nie lubisz być sam. Ciebie olewają to i ty olewaj. Walcz. Ja jestem twoim odzwierciedleniem walki. Wojownikiem, który krwawi i zabija dalej. Pamiętaj jednak o innych częściach składowych siebie. Pamiętasz tę blondynkę z którą ostatnio tutaj byłem? Ona jest Opiekunem, Namiętnością, Ukojeniem Ran. Ale się boi. Nie ma odwagi i potrzebuje mnie. A tym samym ty nas potrzebujesz. Bo ze mną ani z nią osobno nie będziesz mógł żyć spełniony. Twój Anioł. On jest Miłością i Przebaczeniem, tą wyższą formą Mądrości. On wskazuje Ci drogę. Patrz na niego często – Mężczyzna zwrócił niebieską głębię swoich oczu w moim kierunku - bo zabłądzisz!
I na koniec pamiętaj: Gdy sobie nie radzisz, chciej by się udało. Gdy nie masz w sobie dość siły lub umiejętności zwiąż się z wartościową osobą, która Ci pomoże. Jeśli ta osoba cię zawiedzie. Nie słuchaj mnie! Słuchaj wtedy Anioła.
- Dziękuję
Mężczyzna uśmiechnął się a ja...
Obudziłem się.
środa, 23 grudnia 2009
Krawędź
Żyjemy na krawędzi.
Krawędzi przyczepności, krawędzi szybkości, własnej siły i odwagi.
Dzisiaj piszę jak dawniej, od siebie i specyficznie - tylko dla mnie zrozumiale.
Wyżej niż na szczycie. Muzyka.
Ryk silnika. Dzisiaj znowu. TAK! To mnie budzi, odnajduje w smutku i wyciąga na powierzchnię w stronę Słońca.
"Nie byłem nigdy w niebie - ale musi to być blisko gdzieś"
Ja już chyba nie potrafię. Słowo ma moc. Nie potrafię już kochać jak kiedyś. Można z tego wyrosnąć.
Teraz są zatargi i wojny. Potem konferencje. Ryk silnika. Bieszczady.
Uwielbiam ten zapach. Ostry, soczysty. Moje zmysły momentalnie przenoszą moją Duszę, po długich autostradach neuronów, do krainy wiecznej Drogi. Tak chciałem by śnieg stopniał.
Ryk silnika.
Za wszystkie nerwy, za wszystkie chore układy, za całe zło. Warto było.
"Oto jest pokój w którym ja i Ty bawiliśmy się ogniem ... a wszystkie okna i drzwi są ciągle zamknięte"
Uwielbiałem to liceum... Teraz je uwielbiam. Wtedy mówiłem, że nigdy tego nie powiem. Nigdy nie mów nigdy.
Pamiętam. Tacy czyści. Wolni. Ryk silnika. Powrót do Wolności. Ale lata nie wrócą. Utopia ciał.
Są godziny liczone podwójnie i lata nie warte nawet jednej godziny.
Tamte lata były podwójne. Ja dalej pamiętam.
Dawcy organów. Dawcy orgazmów.
200. O niczym nie myślę. Koncentracja. Czas się zatrzymuje a ja oddycham sekretnym powietrzem Boga.
Kamikaze. Boski Wiatr. Pora przywołać.
Krawędzi przyczepności, krawędzi szybkości, własnej siły i odwagi.
Dzisiaj piszę jak dawniej, od siebie i specyficznie - tylko dla mnie zrozumiale.
Wyżej niż na szczycie. Muzyka.
Ryk silnika. Dzisiaj znowu. TAK! To mnie budzi, odnajduje w smutku i wyciąga na powierzchnię w stronę Słońca.
"Nie byłem nigdy w niebie - ale musi to być blisko gdzieś"
Ja już chyba nie potrafię. Słowo ma moc. Nie potrafię już kochać jak kiedyś. Można z tego wyrosnąć.
Teraz są zatargi i wojny. Potem konferencje. Ryk silnika. Bieszczady.
Uwielbiam ten zapach. Ostry, soczysty. Moje zmysły momentalnie przenoszą moją Duszę, po długich autostradach neuronów, do krainy wiecznej Drogi. Tak chciałem by śnieg stopniał.
Ryk silnika.
Za wszystkie nerwy, za wszystkie chore układy, za całe zło. Warto było.
"Oto jest pokój w którym ja i Ty bawiliśmy się ogniem ... a wszystkie okna i drzwi są ciągle zamknięte"
Uwielbiałem to liceum... Teraz je uwielbiam. Wtedy mówiłem, że nigdy tego nie powiem. Nigdy nie mów nigdy.
Pamiętam. Tacy czyści. Wolni. Ryk silnika. Powrót do Wolności. Ale lata nie wrócą. Utopia ciał.
Są godziny liczone podwójnie i lata nie warte nawet jednej godziny.
Tamte lata były podwójne. Ja dalej pamiętam.
Dawcy organów. Dawcy orgazmów.
200. O niczym nie myślę. Koncentracja. Czas się zatrzymuje a ja oddycham sekretnym powietrzem Boga.
Kamikaze. Boski Wiatr. Pora przywołać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)