niedziela, 2 maja 2010

Jestem tu

Droga.

Stopery w uszy i długa prosta ku wolności. Problem? Połowa przyjemności odchodzi razem z dźwiękiem przeszywanego kaskiem i owiewkami wiatru powietrza. Bez tego szum w uszach do końca dnia i ból głowy. Jednak wolę wiatr.
Trzy krzyże, rozmowy przy piwie.
Znajome twarze, ognisko i to coś, co ciężko nazwać ale przeszkadza mi w mojej moralności.
Potem pościel w groszki i zimna podłoga.
Śniadanie, radość, kawa, radość, motocykl. Piękna droga.
Kolejne godziny, kolejni znajomi. Garaż, motocykl.
Leżę na baku a przestrzeń zaczyna się zakrzywiać wypychając mnie do przodu. Na czterysta metrów, czyli gdzieś tam,  ludzie zaczynają się oglądać. Czterysta metrów... czyli trochę mniej niż osiem sekund. Świat z za owiewki wygląda dziwnie, niewiele widać więc podnoszę głowę - tak do linii oczu. Gorąco w stopy od asfaltu na zakrętach, wibracje, przecinanie powietrza. Spojrzenia ludzi - ale czy to o to chodzi? Nie, bo potem wolniej. Już bez adrenaliny, bez pogoni Anioła Stróża.... delikatnie, płynnie, z przyjemnością.

niedziela, 11 kwietnia 2010

10 kwietnia

10.04.2010 :

Plan:

Ryk silników, parada motocyklowa, uśmiech, muzyka, bliscy sercu ludzie.

Rzeczywistość: Smoleńsk.

To miała być moja pierwsza parada motocyklowa po mieście. Pierwsza w życiu. Potem koncerty i znajomi. Miało być pięknie.

Z rana dowiedziałem się co się stało. Obserwowałem jak rzeczywistość zatrzymuje się i spycha przyszłość na drugi plan. Internet - strony przeciążone. Telewizja - zdjęte wszystkie programy.

Zebrałem tyle informacji ile się dało. Ubrałem się, przeszukałem dom, z dużym trudem, w poszukiwaniu czarnego kawałka materiału. Czułem, że tak właśnie trzeba.

Szybki prysznic motocykla i w drogę...

Kolejne rozczarowanie... tysiąc maszyn i tylko 3 wiszące czarne wstążki albo szmatki... w tym jedna moja. Taka jaką miałem, może trochę nie odpowiednia, nie ładna ale jednak upamiętniająca.
Parada odwołana - czy dobrze czy źle to dyskusyjna kwestia. Za godzinę w miejscu gdzie miał się rozpocząć przejazd mają się spotkać wszyscy by uczcić pamieć tragicznie zmarłych, rykiem silników.

Nasuwa się wiele pytań.
Dlaczego Prezydent Polski po "zamachu" na niego w Gruzji mówił, że słyszał jak ktoś krzyczy po rosyjsku?
Jak często zdarzają się katastrofy lotnicze z udziałem samolotów rejsowych?
Jak dobry i jak wyszkolony musi być pilot by siedzieć za sterami maszyny Prezydenta?
Jak duże jest prawdopodobieństwo, że akurat ten samolot, akurat w tym dniu i akurat z tym pilotem i tymi pasażerami rozbije się i nikt tego nie przeżyje?
Jak bardzo korzystne jest wyeliminowanie Głowy Państwa, które sprzeciwia się polityce swoich sąsiadów oraz jest konserwatywne aż do bólu?
Dla kogo i jak bardzo korzystna jest śmierć dowodzących armią Polski?

Ja już sobie odpowiedziałem.

Nie mam złudzeń, że takie przypadki nie istnieją.

Mam już dość słuchania w telewizji jak to Rosja nam współczuje jak się łączy w bólu, że wyemitują "Katyń" w telewizji i że Putin będzie nadzorował specjalną komisję... a czarne skrzynki i tak będą analizowane w Rosji...

Za dużo pytań.

niedziela, 14 marca 2010

Czekanie

Czekam już, zdaje mi się, 6 tygodni. Mam rację: zdaje mi się. Tak właściwie to nie wiem ile czekam, ale chyba dłużej. Niech ten śnieg się wreszcie stopi i będzie ładna pogoda. Mam potrzebę zakrzywiania czasu.
...tyle się zdarzyło przez zimę.

wtorek, 9 lutego 2010

...

"Mądry zawsze szuka winy w sobie"

Próbowałem

Próbowałem do samego końca. Nie siedem a siedemdziesiąt siedem razy.

Wolność człowieka kończy się tam gdzie zaczyna się cierpienie drugiej osoby.

Nie do końca mogę spać spokojnie.

Złamany. Oddałem siebie, tylko jednej osobie. Teraz to już nie ma znaczenia. Jestem kim jestem. Jestem właśnie taki - Złamanym nikim, pozbawionym chęci do życia. Człowiekiem, który wie, że kocha.

Kiedyś się obudzę. Nie jestem tego pewien.

Czekałem na jedno słowo. Tylko jedno. Nie to.

"Czego jeszcze chcesz?"

Nie mam już siły.

niedziela, 7 lutego 2010

co przyniesie dzień

I'm back to reality, my own insanity.

Powróciłem. Widziałem, szczęśliwych ludzi.

Żyję już 8726 dni.

Lecąc ponad chmurami, kolejny raz, widziałem piękne niebo. Znam już ten widok ale zawsze mnie on zaskakuje.

Uspokaja. Zachód słońca kilkanaście kilometrów nad ziemią.

Bo jeśli było mi dane 1367 wspólnych wschodów i zachodów słońca to ciężko je zapomnieć, choć z pozoru wszystkie są takie same.


1367 dni by przeczytać, że nie było warto.

"Nic, naprawdę nic..."

środa, 3 lutego 2010

koniec wolności

"Jeszcze raz dzięki, że byłeś, że jesteś... na zawsze w.....
Kocham... nad wszystko.... wiem"
Wyrwali mi serce. Dałem je sobie wyrwać. Dałem się zmarnować, bo wiem ile siły kosztuje jego zregenerowanie.
Wieczór. Bazylea. Nie chcę wychodzić z domu bo to nie może się dobrze skończyć. Przelewam się tutaj.
Jeśli mówisz, że kochałaś to znaczy, że nie było warto. Przeszłość.

Znowu pusty plac, wielka dziura i ból w klatce piersiowej. Ten cholerny, wielki spokój, który pojawia się wtedy gdy już nie ma nic.
Gdy przejdę granicę strachu, zwątpienia i bólu.
Bolało kilka godzin, jeszcze trochę poboli.
Może nadal mam za mało. Za mało dobrych pomysłów, za mało namiętności, za mało marzeń, za mało zdolności do spełniania pragnień, za mało pomysłow, za mało woli by wszystko naprawić, za mało siły by wszystko ratować. Akurat jak się wszystko inne zaczęło walić. Zródło pieniędzy zaczęło wysychać a wcześniej Sztuka została żywcem pogrzebana - Jej miłość odeszła razem z nimi. Strasznie to brzmi.

Siedzę tutaj sam. Błagam o natchnienie. Nigdy nie wejdziesz do tej samej wody. Nigdy nie odtworzysz związku z drugą osobą. Szkoda. Było pięknie nawet jeśli tylko przez moment.
A teraz to już tylko niech stopnieje śnieg.

Utopię się.


W rzece adrenaliny, prędkości i wiatru. Najpewniej zapłacę za to życiem. Po co komu człowiek, któremu wyrwali serce? Jak ma żyć?

Pamiętaj: "The last rebel" i ryk silnika. O tyle proszę. "...tylko stalowymi łzami".

poniedziałek, 1 lutego 2010

Just a mix

I tak pojechałem do Szwajcarii, że leżę teraz w pokoju hotelowym w
Mariocie w stolicy I zastanawiam sie co dalej.

Odpowiada mi to. Hotele, podróże. Pytanie czy pracując lepiej
podróżować czy podróżować za zyski z pracy. Dość skrajne rozwiązania.

Pobudka jutro o 6. Druga próba załapania się na pokład samolotu.

Strzelanina w telewizji. Drugie, małe piwo.


Wanna z ciepłą wodą i odprężenie dla stóp. Ponad cztery godziny na
lotnisku i nic.

Jadąc na lotnisko zastanawiałęm się jak to będzie jeździć do Warszawy
motocyklem. Tak po prostu. Myślałem o tym o ile łatwiej, myślałem o
ile niebezpieczniej.

Myślałem, że już dzisiaj będe półtora tysiąca kilometrów od swojej
codzienności. A dalej jestem tutaj. Prosty wniosek. Codzienności nie
uciekniesz - zmień swoje życie, zmienisz codzienność, nie będziesz
musiał uciekać.

Jak zwykle. Łatwo mówić.

sobota, 30 stycznia 2010

Scirocco

Udało się.

On zawsze wypełnia te dziedziny życia, które mnie unoszą na skrzydłach.

Dzisiaj wylot do Szwajcarii.
Wczoraj ciemna noc, pościelone łóżko, zgaszone światło.

Uwielbiam to uczucie. Dążyłem do niego.

Czuję jak zaczynam je rozumieć. Delikatna miękkość palców zamieniających metaliczny dźwięk w muzykę. Swoboda, tworzenie, spełnianie marzeń.
Muzyka w ciemnym pokoju przy blasku latarni.
Czuję Moc. Energię budzącą się w moim sercu. Pompuje ją w żyły, każda komórka mojego ciała zaczyna budzić się do życia.
Dziękuję.

Pamiętaj jedno: Cokolwiek postanowisz, będzie Tobie dane.

Uwielbiam marzyć.


 

czwartek, 21 stycznia 2010

Poetica

Uwielbiam wiatr,
wypełniający żagle,
bo gna mnie do przodu,
gdy brak nadziei.