Czas. Tak dużo go mamy i zawsze nam go brakuje.
Muszę gdzieś wyjść, wydostać się z czterech ścian. Dzisiaj to ewidentnie trudniejsze niż zazwyczaj - za oknem tony śniegu. Garaż mniej lub bardziej odśnieżony - teoretycznie można jechać... tylko do kogo?
Ludzie potrzebują innych ludzi. Ja chyba jestem w tej fazie, że właściwie to potrzebuję kogokolwiek. Inaczej mówiąc prawie każde towarzystwo jest dla mnie lepsze niż pokój w którym siedzę. Trzeba dzisiaj gdzieś iść. Z celem. Konkretnie.
Zrozumienie, wsparcie. Zostałem egoistą. Teraz, patrzcie na mnie.
Swoistym egoistą, specyficznym - takim w którym budzi się jeszcze od czasu do czasu jakiś ludzki odruch. Może się zestarzałem? Możliwe ale to by znaczyło, że mamy bardzo ale to bardzo stare społeczeństwo.
No nic, są Andrzejki. Trzeba gdzieś się ruszyć, zapraszają, mają czas - mi dzisiaj towarzystwo wybitnie pasuje. Priorytety. Chciałem się umówić dzisiaj z kim innym - ale nie ma czasu... jak zwykle ostatnio.
Wiedziałem, że tak będzie. Trzy dni i wszystko wróciło do starego stanu - puste słowa, woda na młyn mojej obojętności i mojego rozwijającego się, samozachowawczego egoizmu. Wracam tam gdzie byłem - do czterech ścian swoich spraw.
Ale wiesz co? Ja bardzo szybko odlecę. Rozwinę skrzydła i zasłonię ludziom niebo by po chwili wzbić się na wyżyny swojego życia... i tam już pozostać. Realizować się, cieszyć, spełniać kolejne marzenia - być sobą i nie wracać już nigdy do czasów samotności. Tego chcę, wiesz? Coraz bardziej się do tego przekonuję, że mi życie, jak woda z górskiego potoku, umyka przez palce.
Samozachowawczy egoizm? Jest taka granica, po której przekroczeniu zaczynamy patrzeć na innych ludzi w ten dziwny sposób. Rodzi się obsesja, uwielbienie przemienia się w agresję. Miłość staje się tylko słowem. To zazwyczaj jest właśnie ten czas gdy taką osobę trzeba ratować. Wspierać, wspomagać. Ja jestem w takiej właśnie potrzebie po przekroczeniu tej cholernej granicy - muszę sobie radzić sam i właśnie to czynię zostając samozachowawczym egoistą. Oddalam się, pozostawiam to co zbudowałem, sam lub wspólnie, na zatracenie, zniszczenie. Przestaję się martwić, przestaję się dziwić, interesować... przestaję reagować. Muszę! Bo czuję, że tracę siebie, a nie można być dla nikogo jeśli nie jest się dla samego siebie. A ja właśnie się odstaję.
Dlatego powziąłem plan. Plan naprawy życia, czasu, człowieka.
Najtrudniej jest gdy jest wieczór... ciągle chcę wziąć za telefon i zadzwonić. Ciągle chcę myśleć ale to budzi tylko więcej negatywnych skojarzeń.
Kubatura pomieszczeń, blask monitora przez cały dzień. To sprawia, że zaczynam wariować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Nie pracy! Ja mam pracę! Podoba mi się.
Kontaktu: takich prostych rzeczy. Chwil uśmiechów i zapomnienia... Widzę jednak, że to nie jest możliwe bo uśmiechy są tylko przed lustrem a zapomnienie w snach.
Jak by nie było teraz zimy i śniegu łatwiej by mi to było znieść... Droga nie wybacza błędów ale pozwala zapomnieć.
Pytasz o co mi chodzi?
Przeczytaj raz jeszcze.
Nie... "to tylko w mej głowie szum"
wtorek, 30 listopada 2010
środa, 24 listopada 2010
niedziela, 24 października 2010
Pytania
Powstań! Musimy! Musicie! Ja muszę!
Ten klimat. Ta lekkość. Chcę pisać. Właściwie to bym miał strasznie ciężki czas zostając pisarzem. Za mało głodu właśnie tej weny, którą mam teraz. Codzienność przytłacza ale ja się podnoszę. Odżywam. Gdy tracę siły wsiadam na motocykl, drę asfalt i zakrzywiam czasoprzestrzeń a potem jadę do Niej. Tak zwyczajnie. Tak dla siebie, dla nas. I nie zatrzyma mnie nikt bo to idę ja, właśnie moją drogą, którą wybrałem.
Słysze głosy w mojej głowie - podpowiadają, pomagają, ostrzegają. Nie... nie głosy. Intuicję. Głosy każą albo nakazują nie dają wyjścia. A ja wyjście zawsze mam. Decyzję tak/nie... i kroczę przed siebie.
Ile warte marzenia,
Ile to, że nic się nie zmienia... ale właśnie się zmienia. Do celu, tak prosto, zwyczajnie. Spełniając marzenia, bo o co więcej chodzi w życiu skoro i tak marzymy o miłości? I każdy tak ma, każdy kto nawet myśli, że jego to nie dotyczy. Wolność - tak trudne słowo. Wolność - taka Droga. Taka Karma. Amen.
Ten klimat. Ta lekkość. Chcę pisać. Właściwie to bym miał strasznie ciężki czas zostając pisarzem. Za mało głodu właśnie tej weny, którą mam teraz. Codzienność przytłacza ale ja się podnoszę. Odżywam. Gdy tracę siły wsiadam na motocykl, drę asfalt i zakrzywiam czasoprzestrzeń a potem jadę do Niej. Tak zwyczajnie. Tak dla siebie, dla nas. I nie zatrzyma mnie nikt bo to idę ja, właśnie moją drogą, którą wybrałem.
Słysze głosy w mojej głowie - podpowiadają, pomagają, ostrzegają. Nie... nie głosy. Intuicję. Głosy każą albo nakazują nie dają wyjścia. A ja wyjście zawsze mam. Decyzję tak/nie... i kroczę przed siebie.
Ile warte marzenia,
Ile to, że nic się nie zmienia... ale właśnie się zmienia. Do celu, tak prosto, zwyczajnie. Spełniając marzenia, bo o co więcej chodzi w życiu skoro i tak marzymy o miłości? I każdy tak ma, każdy kto nawet myśli, że jego to nie dotyczy. Wolność - tak trudne słowo. Wolność - taka Droga. Taka Karma. Amen.
środa, 22 września 2010
Otwieram pętlę czasu
Tak!!! Właśnie tak! Otwieram czasoprzestrzeń jednym, z pozoru, drobnym ruchem nadgarstka. Krew szybciej pompowana w żyłach przesiąka adrenaliną. 200. Wczoraj, jutro. Nie! Mknę na spotkanie teraźniejszości, chwili, sekundy - kawałka życia. Jest pięknie, pomarańczowo. Graj! Rozbrzmiewaj w mojej głowie "Desperado why don't you come to your senses?". Dziwnie poukładaliśmy swoje życia. Musimy sięgać po śmierć by doświadczyć, by cieszyć się życiem. Jaki to ma sens? Nie wiem - ale to działa. Blask każdego światła potrafi przyćmić nawet najgłębszy strumień szarej rzeczywistości.
Jutro pogrzeb motocyklisty. Czy warto? Nie wiem.
Jutro pogrzeb motocyklisty. Czy warto? Nie wiem.
sobota, 18 września 2010
Otoczymjesteśmy
No way to prevent your soulf from... what?
Jeśli. Ponieważ. Gdyż. Obchodzi mnie to tyle co i nic. Chwiejny krok, mętne słowa, puste myśli zajmujące całą uwagę. Czemu tak żyć? Oni tak żyli i żyją. Ja tak nie chcę. Hipokryzja.
Jeśli. Ponieważ. Gdyż. Obchodzi mnie to tyle co i nic. Chwiejny krok, mętne słowa, puste myśli zajmujące całą uwagę. Czemu tak żyć? Oni tak żyli i żyją. Ja tak nie chcę. Hipokryzja.
sobota, 5 czerwca 2010
Tenczas
Może to jest właśnie odpowiedni moment by palce poniosły bezwolny, burzliwy strumień myśli w Przestrzeń. Samotność i Przeszłość. Dwie niezmienne stałe w moim życiu, które mnie prześladują. Niepokonani wywieszający białe flagi na progach cudzych domów. Wiraże kolorów pozamykane w pustych butelkach po sumieniu. Wypite tak dawno temu.
Myśli, kolory, obrazy, słowa. Staje się nie tym kim chciałem... porzuciłem tamtego siebie w imię... ciężko powiedzieć czego. Wypiłem piwo. Wiedziałem, że po piwie nie wsiądę na motocykl. Do tego bym się nie zmusił. Nie chciałem po nocy rozrywać ciszy i spokoju poranka. Potrzebowałem tego. Sam na siebie nałożyłem barierę.
Chodźmy... nikt nie woła, tylko cichy szept w głowie przypomina.
Trzy cyfry na liczniku. Dwa od dawna, tylko druga i trzecia się zmieniają. To uwalnia. Tak cholernie uwalnia i budzi instynkt, który nie pozwala myśleć o niczym innym. To zabija. Tak cholernie zabija. Czasami mam ochotę dać sobie ze wszystkim spokój. Spróbowałem kilku rzeczy... kiedyś było łatwiej. Im dalej w las tym ciemniej ale zabawki coraz bardziej skomplikowane i tak cholernie pociągające.
Gdyby można było iść przez życie tylko z bagażem tych doświadczeń o których się chce pamiętać. Żyło by się łatwo.
Tylko czy nie popełniało by się cały czas tych samych błędów?
Myśli, kolory, obrazy, słowa. Staje się nie tym kim chciałem... porzuciłem tamtego siebie w imię... ciężko powiedzieć czego. Wypiłem piwo. Wiedziałem, że po piwie nie wsiądę na motocykl. Do tego bym się nie zmusił. Nie chciałem po nocy rozrywać ciszy i spokoju poranka. Potrzebowałem tego. Sam na siebie nałożyłem barierę.
Chodźmy... nikt nie woła, tylko cichy szept w głowie przypomina.
Trzy cyfry na liczniku. Dwa od dawna, tylko druga i trzecia się zmieniają. To uwalnia. Tak cholernie uwalnia i budzi instynkt, który nie pozwala myśleć o niczym innym. To zabija. Tak cholernie zabija. Czasami mam ochotę dać sobie ze wszystkim spokój. Spróbowałem kilku rzeczy... kiedyś było łatwiej. Im dalej w las tym ciemniej ale zabawki coraz bardziej skomplikowane i tak cholernie pociągające.
Gdyby można było iść przez życie tylko z bagażem tych doświadczeń o których się chce pamiętać. Żyło by się łatwo.
Tylko czy nie popełniało by się cały czas tych samych błędów?
poniedziałek, 24 maja 2010
poniedziałek, 10 maja 2010
Znowu ten czas
...nastał.
Przestrzeń wolności - ocena sprawiedliwości.
Czym jest miłość.
Robieniem rzeczy, których normalnie by się nie zrobiło. Wariactwem. Pamięcią.
Kochać.
Chyba pamiętać. Nie odpuszczać... nigdy.
Dzisiaj jest źle. Bo mimo wszystko nigdy nie chciałem odpuszczać. Stałem, czekałem, robiłem co mogłem. Nie mogę liczyć na to samo. To jest za dużo. Chciałem za dużo.
Ja mam wybaczać, ja mam przepraszać, ja mam być odpowiedzialny, ja mam wyciągać rękę, ja mam patrzeć w przyszłość....
Odpowiedzialność? A to jest coś takiego, że pamiętasz.
Mam teraz te wszystkie obrazy przed oczami, wszystkie te które mogłem tak radośnie na starość wspominać. Wiedziałem, że mi nie wolno. Wiedziałem, że ja bym tak nie chciał. A właśnie to, czego sam nie chciałem jej dać, otrzymałem.
Teraz jest tylko prędkość. Bo pozwala nie myśleć. Dzisiaj prawie dwa wypadki - dosłownie podręcznikowe. Kogo to obchodzi...
Nie da się żyć bez marzeń. Dużą cześć mi odebrano. Kolejna część czeka. Reszty nie zdradzę.
Przestrzeń wolności - ocena sprawiedliwości.
Czym jest miłość.
Robieniem rzeczy, których normalnie by się nie zrobiło. Wariactwem. Pamięcią.
Kochać.
Chyba pamiętać. Nie odpuszczać... nigdy.
Dzisiaj jest źle. Bo mimo wszystko nigdy nie chciałem odpuszczać. Stałem, czekałem, robiłem co mogłem. Nie mogę liczyć na to samo. To jest za dużo. Chciałem za dużo.
Ja mam wybaczać, ja mam przepraszać, ja mam być odpowiedzialny, ja mam wyciągać rękę, ja mam patrzeć w przyszłość....
Odpowiedzialność? A to jest coś takiego, że pamiętasz.
Mam teraz te wszystkie obrazy przed oczami, wszystkie te które mogłem tak radośnie na starość wspominać. Wiedziałem, że mi nie wolno. Wiedziałem, że ja bym tak nie chciał. A właśnie to, czego sam nie chciałem jej dać, otrzymałem.
Teraz jest tylko prędkość. Bo pozwala nie myśleć. Dzisiaj prawie dwa wypadki - dosłownie podręcznikowe. Kogo to obchodzi...
Nie da się żyć bez marzeń. Dużą cześć mi odebrano. Kolejna część czeka. Reszty nie zdradzę.
niedziela, 2 maja 2010
Jestem tu
Droga.
Stopery w uszy i długa prosta ku wolności. Problem? Połowa przyjemności odchodzi razem z dźwiękiem przeszywanego kaskiem i owiewkami wiatru powietrza. Bez tego szum w uszach do końca dnia i ból głowy. Jednak wolę wiatr.
Trzy krzyże, rozmowy przy piwie.
Znajome twarze, ognisko i to coś, co ciężko nazwać ale przeszkadza mi w mojej moralności.
Potem pościel w groszki i zimna podłoga.
Śniadanie, radość, kawa, radość, motocykl. Piękna droga.
Kolejne godziny, kolejni znajomi. Garaż, motocykl.
Leżę na baku a przestrzeń zaczyna się zakrzywiać wypychając mnie do przodu. Na czterysta metrów, czyli gdzieś tam, ludzie zaczynają się oglądać. Czterysta metrów... czyli trochę mniej niż osiem sekund. Świat z za owiewki wygląda dziwnie, niewiele widać więc podnoszę głowę - tak do linii oczu. Gorąco w stopy od asfaltu na zakrętach, wibracje, przecinanie powietrza. Spojrzenia ludzi - ale czy to o to chodzi? Nie, bo potem wolniej. Już bez adrenaliny, bez pogoni Anioła Stróża.... delikatnie, płynnie, z przyjemnością.
Stopery w uszy i długa prosta ku wolności. Problem? Połowa przyjemności odchodzi razem z dźwiękiem przeszywanego kaskiem i owiewkami wiatru powietrza. Bez tego szum w uszach do końca dnia i ból głowy. Jednak wolę wiatr.
Trzy krzyże, rozmowy przy piwie.
Znajome twarze, ognisko i to coś, co ciężko nazwać ale przeszkadza mi w mojej moralności.
Potem pościel w groszki i zimna podłoga.
Śniadanie, radość, kawa, radość, motocykl. Piękna droga.
Kolejne godziny, kolejni znajomi. Garaż, motocykl.
Leżę na baku a przestrzeń zaczyna się zakrzywiać wypychając mnie do przodu. Na czterysta metrów, czyli gdzieś tam, ludzie zaczynają się oglądać. Czterysta metrów... czyli trochę mniej niż osiem sekund. Świat z za owiewki wygląda dziwnie, niewiele widać więc podnoszę głowę - tak do linii oczu. Gorąco w stopy od asfaltu na zakrętach, wibracje, przecinanie powietrza. Spojrzenia ludzi - ale czy to o to chodzi? Nie, bo potem wolniej. Już bez adrenaliny, bez pogoni Anioła Stróża.... delikatnie, płynnie, z przyjemnością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)