Przeszłość. Przyszłość. Zapomnij. Pamiętaj.
Czym jest przeszłość? Czym jest połączenie między ludźmi. Nadal potrafię powiedzieć kiedy ktoś do mnie zadzwoni... że to będzie za moment. To zazwyczaj działa z każdą osobą z którą spędziłem przynajmniej kilka godzin.
Dziwne. Zastanawiające. Ciekawe.
Silaelin.
Jaka jest korzyść ze zrozumienia po co się jest?
Cudowne uczucie. Noc. Prosta droga na której prawie zginąłem zaledwie trzy dni temu. Noga nadal boli gdy wspominam.
Szybkość! Chłodny wiatr otulający mnie swoimi ramionami.
Błyskawice rozświetlające niewidoczne chmury na ciemnym niebie nocy. Burza.
Szybciej! - nikt nie woła, ku zrozumieniu i chwili obecnej. Tylko po to by poczuć, że się żyje.
Ogień - eksplodujący w silniku z mieszanki paliwa i powietrza - wytwarza ten piękny dźwięk spalin, które przekraczając prędkość dźwięku, wylatując z silnika tak cudownie rwą powietrze między silnikiem a końcowym tłumikiem.
Przez krótką chwilę zabolało. Zrobiło się gorąco, że można się tak skurwić.
Tyle, że... nie warto się tym przejmować. Już od dawno nie ma to sensu.
Silaelin
środa, 25 maja 2011
poniedziałek, 23 maja 2011
Nowe życie
Dostałem nowe życie.
Nie jeździj szybciej niż Twój Anioł Stróż potrafi latać.
Dziwnie. Dobrze. Ciekawie. Interesująco. Zastanawiająco.
...i trochę strasznie.
Nie jeździj szybciej niż Twój Anioł Stróż potrafi latać.
Dziwnie. Dobrze. Ciekawie. Interesująco. Zastanawiająco.
...i trochę strasznie.
sobota, 21 maja 2011
Rozmyślania i mruczanki
A może wszystko jest tylko po to by było, trwało i by można to podziwiać?
A może nie.
Nic.
Wszystko.
Grube balety, koncerty, znajomi, twarze, noce bez snu i... - znasz to?
Reggae i dolary w powietrzu. Jak ja się cieszę, że nie palę.
Tor. Motocykl. Potem trasa i szał, owocowy smak alg morskich nakręcający moje nadwyrężone ciało. I ten cudowny zapach naprzeciwko sceny. A co najdziwniejsze, podsumowując wszystko razem, zbierając to w jedną konkretną całość... jest dobrze, lepiej, ciekawiej, szybciej i mocniej choć myślałem, że się nie da.
Ciepłe powietrze wypełnia nozdrza, wiatr tak przyjemnie chłodzi przegrzane ciało... Wiatr - o tak.
Wiatr zmian. Kamikadze. Boski Wiatr.
Zmieniać się to znaczy budować od nowa. Układać siebie samego z małych cegiełek życia, tworzyć fundamenty by wznosić budowlę w której będę przebywać każdego dnia. Zostawić sobie przestrzeń dla swojej własnej prywatnej wolności i dla innych ludzi.
Dzisiaj, Wczoraj, Jutro.
Co za różnica. Myślami tworzymy świat.
Odwagi. Proszę o więcej by wytyczać sobie samemu nowe Drogi.
Moja Przestrzeń.
A może nie.
Nic.
Wszystko.
Grube balety, koncerty, znajomi, twarze, noce bez snu i... - znasz to?
Reggae i dolary w powietrzu. Jak ja się cieszę, że nie palę.
Tor. Motocykl. Potem trasa i szał, owocowy smak alg morskich nakręcający moje nadwyrężone ciało. I ten cudowny zapach naprzeciwko sceny. A co najdziwniejsze, podsumowując wszystko razem, zbierając to w jedną konkretną całość... jest dobrze, lepiej, ciekawiej, szybciej i mocniej choć myślałem, że się nie da.
Ciepłe powietrze wypełnia nozdrza, wiatr tak przyjemnie chłodzi przegrzane ciało... Wiatr - o tak.
Wiatr zmian. Kamikadze. Boski Wiatr.
Zmieniać się to znaczy budować od nowa. Układać siebie samego z małych cegiełek życia, tworzyć fundamenty by wznosić budowlę w której będę przebywać każdego dnia. Zostawić sobie przestrzeń dla swojej własnej prywatnej wolności i dla innych ludzi.
Dzisiaj, Wczoraj, Jutro.
Co za różnica. Myślami tworzymy świat.
Odwagi. Proszę o więcej by wytyczać sobie samemu nowe Drogi.
Moja Przestrzeń.
środa, 18 maja 2011
sto trzydziesty ósmy
Bez ładu i składu oparty o koc laptop wydaje z siebie ciche dźwięki palców stukających o klawiaturę.
I co?
A co ma być?
Dobrze będzie.
No ja myślę, że tak.
Dużo się dzieje, chwilami mam wrażenie, że za dużo.
Pić i tańczyć, jeździć - latać, zakrzywiać czasoprzestrzeń.
Jak coś robić to do oporu, jak łamać zasady to mocno i na dobre.
Ostatnio myślałem, że nie mam serca. A jednak chyba mam - Dziwne, ciekawe, zastanawiające. Noce i Dnie, Słowa i Cisza - Wszechświat od początku aż po blask. Wir życia z każdą sekundą narastający w siłę. Dawne zdarzenia widzę jak przez mgłę - zapominam, cudowne uczucie. Biegnę, pytam, odpowiadam.
Hipokryta - nowa zawieszka na mojej osobie. Trudno. Czyny nie słowa - jedyna słuszna droga życia.
Bądź zimny albo gorący nie zaś letni.
I co?
A co ma być?
Dobrze będzie.
No ja myślę, że tak.
Dużo się dzieje, chwilami mam wrażenie, że za dużo.
Pić i tańczyć, jeździć - latać, zakrzywiać czasoprzestrzeń.
Jak coś robić to do oporu, jak łamać zasady to mocno i na dobre.
Ostatnio myślałem, że nie mam serca. A jednak chyba mam - Dziwne, ciekawe, zastanawiające. Noce i Dnie, Słowa i Cisza - Wszechświat od początku aż po blask. Wir życia z każdą sekundą narastający w siłę. Dawne zdarzenia widzę jak przez mgłę - zapominam, cudowne uczucie. Biegnę, pytam, odpowiadam.
Hipokryta - nowa zawieszka na mojej osobie. Trudno. Czyny nie słowa - jedyna słuszna droga życia.
Bądź zimny albo gorący nie zaś letni.
piątek, 8 kwietnia 2011
Pisanie
Ciemna noc. Blask księżyca otula swoim znikomym ciepłem twarz młodego chłopaka. Błysk w oczach. Delikatne rysy twarzy - młodość.
- Chcę przemówić - delikatny ruch ust pozwolił dźwiękom wypełnić nocną ciszę.
- Chcę przemówić - delikatny ruch ust pozwolił dźwiękom wypełnić nocną ciszę.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Sen.
Sen. Wracasz w snach. To boli jeszcze bardziej.
Nie ma miłości. Źle dzisiaj spałem - wczoraj też.
Chcę wierzyć.
Znowu pustka.
Nie ma miłości. Źle dzisiaj spałem - wczoraj też.
Chcę wierzyć.
Znowu pustka.
sobota, 2 kwietnia 2011
Wczoraj i Dzisiaj
Wczoraj byłem spokojny.
Dzisiaj nie chce mi się żyć.
Za oknem piękna słoneczna pogoda. Ktoś gdzieś jest szczęśliwy, komuś pięknie układa się życie.
Staram się powstrzymać samego siebie od napisania, że chcę umrzeć. Chwilowo mi się jakoś udaje.
Samotność.
Nienawiść.
Smutek.
Żal.
Już czas założyć kask i wyruszyć. Stracone życie.
Dzisiaj nie chce mi się żyć.
Za oknem piękna słoneczna pogoda. Ktoś gdzieś jest szczęśliwy, komuś pięknie układa się życie.
Staram się powstrzymać samego siebie od napisania, że chcę umrzeć. Chwilowo mi się jakoś udaje.
Samotność.
Nienawiść.
Smutek.
Żal.
Już czas założyć kask i wyruszyć. Stracone życie.
sobota, 26 marca 2011
Dźwięk.
Pora zaczynać.
Jest dzień. Źle spałem w nocy.
Delikatnie opieram ręce na klawiaturze. Na chwilę zastygam w bezruchu. Czuję jej ciepło.
Wszystko czego się podejmujesz rób z całą swoją siłą, całą swoją pasją, całą swoją wiarą - albo wcale.
Musiałem wytrzymać dużo. Wielu musiało, nie jestem tutaj sam.
Jaka jest cena człowieka? Tyle razy już mi ją podawano. Jaka jest moja cena i jaka jest Twoja?
Ile kosztuje krzywda drugiej osoby a ile egocentryzm? Za ile można kupić szczerość, za ile przyjaźń? Ile kosztują słowa otuchy i w jakiej cenie jest miłość?
Chyba już wystarczy. Nie potrafiłem, nawet napisać, tego co powinienem.
Mam tego dosyć. Nie czuję się potrzebny. Słowa... pył na wiatr, pył na wiatr.
Pora już iść.
wtorek, 30 listopada 2010
Życia część dalsza - samotność w sieci
Czas. Tak dużo go mamy i zawsze nam go brakuje.
Muszę gdzieś wyjść, wydostać się z czterech ścian. Dzisiaj to ewidentnie trudniejsze niż zazwyczaj - za oknem tony śniegu. Garaż mniej lub bardziej odśnieżony - teoretycznie można jechać... tylko do kogo?
Ludzie potrzebują innych ludzi. Ja chyba jestem w tej fazie, że właściwie to potrzebuję kogokolwiek. Inaczej mówiąc prawie każde towarzystwo jest dla mnie lepsze niż pokój w którym siedzę. Trzeba dzisiaj gdzieś iść. Z celem. Konkretnie.
Zrozumienie, wsparcie. Zostałem egoistą. Teraz, patrzcie na mnie.
Swoistym egoistą, specyficznym - takim w którym budzi się jeszcze od czasu do czasu jakiś ludzki odruch. Może się zestarzałem? Możliwe ale to by znaczyło, że mamy bardzo ale to bardzo stare społeczeństwo.
No nic, są Andrzejki. Trzeba gdzieś się ruszyć, zapraszają, mają czas - mi dzisiaj towarzystwo wybitnie pasuje. Priorytety. Chciałem się umówić dzisiaj z kim innym - ale nie ma czasu... jak zwykle ostatnio.
Wiedziałem, że tak będzie. Trzy dni i wszystko wróciło do starego stanu - puste słowa, woda na młyn mojej obojętności i mojego rozwijającego się, samozachowawczego egoizmu. Wracam tam gdzie byłem - do czterech ścian swoich spraw.
Ale wiesz co? Ja bardzo szybko odlecę. Rozwinę skrzydła i zasłonię ludziom niebo by po chwili wzbić się na wyżyny swojego życia... i tam już pozostać. Realizować się, cieszyć, spełniać kolejne marzenia - być sobą i nie wracać już nigdy do czasów samotności. Tego chcę, wiesz? Coraz bardziej się do tego przekonuję, że mi życie, jak woda z górskiego potoku, umyka przez palce.
Samozachowawczy egoizm? Jest taka granica, po której przekroczeniu zaczynamy patrzeć na innych ludzi w ten dziwny sposób. Rodzi się obsesja, uwielbienie przemienia się w agresję. Miłość staje się tylko słowem. To zazwyczaj jest właśnie ten czas gdy taką osobę trzeba ratować. Wspierać, wspomagać. Ja jestem w takiej właśnie potrzebie po przekroczeniu tej cholernej granicy - muszę sobie radzić sam i właśnie to czynię zostając samozachowawczym egoistą. Oddalam się, pozostawiam to co zbudowałem, sam lub wspólnie, na zatracenie, zniszczenie. Przestaję się martwić, przestaję się dziwić, interesować... przestaję reagować. Muszę! Bo czuję, że tracę siebie, a nie można być dla nikogo jeśli nie jest się dla samego siebie. A ja właśnie się odstaję.
Dlatego powziąłem plan. Plan naprawy życia, czasu, człowieka.
Najtrudniej jest gdy jest wieczór... ciągle chcę wziąć za telefon i zadzwonić. Ciągle chcę myśleć ale to budzi tylko więcej negatywnych skojarzeń.
Kubatura pomieszczeń, blask monitora przez cały dzień. To sprawia, że zaczynam wariować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Nie pracy! Ja mam pracę! Podoba mi się.
Kontaktu: takich prostych rzeczy. Chwil uśmiechów i zapomnienia... Widzę jednak, że to nie jest możliwe bo uśmiechy są tylko przed lustrem a zapomnienie w snach.
Jak by nie było teraz zimy i śniegu łatwiej by mi to było znieść... Droga nie wybacza błędów ale pozwala zapomnieć.
Pytasz o co mi chodzi?
Przeczytaj raz jeszcze.
Nie... "to tylko w mej głowie szum"
Muszę gdzieś wyjść, wydostać się z czterech ścian. Dzisiaj to ewidentnie trudniejsze niż zazwyczaj - za oknem tony śniegu. Garaż mniej lub bardziej odśnieżony - teoretycznie można jechać... tylko do kogo?
Ludzie potrzebują innych ludzi. Ja chyba jestem w tej fazie, że właściwie to potrzebuję kogokolwiek. Inaczej mówiąc prawie każde towarzystwo jest dla mnie lepsze niż pokój w którym siedzę. Trzeba dzisiaj gdzieś iść. Z celem. Konkretnie.
Zrozumienie, wsparcie. Zostałem egoistą. Teraz, patrzcie na mnie.
Swoistym egoistą, specyficznym - takim w którym budzi się jeszcze od czasu do czasu jakiś ludzki odruch. Może się zestarzałem? Możliwe ale to by znaczyło, że mamy bardzo ale to bardzo stare społeczeństwo.
No nic, są Andrzejki. Trzeba gdzieś się ruszyć, zapraszają, mają czas - mi dzisiaj towarzystwo wybitnie pasuje. Priorytety. Chciałem się umówić dzisiaj z kim innym - ale nie ma czasu... jak zwykle ostatnio.
Wiedziałem, że tak będzie. Trzy dni i wszystko wróciło do starego stanu - puste słowa, woda na młyn mojej obojętności i mojego rozwijającego się, samozachowawczego egoizmu. Wracam tam gdzie byłem - do czterech ścian swoich spraw.
Ale wiesz co? Ja bardzo szybko odlecę. Rozwinę skrzydła i zasłonię ludziom niebo by po chwili wzbić się na wyżyny swojego życia... i tam już pozostać. Realizować się, cieszyć, spełniać kolejne marzenia - być sobą i nie wracać już nigdy do czasów samotności. Tego chcę, wiesz? Coraz bardziej się do tego przekonuję, że mi życie, jak woda z górskiego potoku, umyka przez palce.
Samozachowawczy egoizm? Jest taka granica, po której przekroczeniu zaczynamy patrzeć na innych ludzi w ten dziwny sposób. Rodzi się obsesja, uwielbienie przemienia się w agresję. Miłość staje się tylko słowem. To zazwyczaj jest właśnie ten czas gdy taką osobę trzeba ratować. Wspierać, wspomagać. Ja jestem w takiej właśnie potrzebie po przekroczeniu tej cholernej granicy - muszę sobie radzić sam i właśnie to czynię zostając samozachowawczym egoistą. Oddalam się, pozostawiam to co zbudowałem, sam lub wspólnie, na zatracenie, zniszczenie. Przestaję się martwić, przestaję się dziwić, interesować... przestaję reagować. Muszę! Bo czuję, że tracę siebie, a nie można być dla nikogo jeśli nie jest się dla samego siebie. A ja właśnie się odstaję.
Dlatego powziąłem plan. Plan naprawy życia, czasu, człowieka.
Najtrudniej jest gdy jest wieczór... ciągle chcę wziąć za telefon i zadzwonić. Ciągle chcę myśleć ale to budzi tylko więcej negatywnych skojarzeń.
Kubatura pomieszczeń, blask monitora przez cały dzień. To sprawia, że zaczynam wariować. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Nie pracy! Ja mam pracę! Podoba mi się.
Kontaktu: takich prostych rzeczy. Chwil uśmiechów i zapomnienia... Widzę jednak, że to nie jest możliwe bo uśmiechy są tylko przed lustrem a zapomnienie w snach.
Jak by nie było teraz zimy i śniegu łatwiej by mi to było znieść... Droga nie wybacza błędów ale pozwala zapomnieć.
Pytasz o co mi chodzi?
Przeczytaj raz jeszcze.
Nie... "to tylko w mej głowie szum"
środa, 24 listopada 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)